"Wróć do mnie" pierwszy tom historii braci Arrowood

"Wróć do mnie" pierwszy tom historii braci Arrowood

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! Dziś przyszła pora na romans. Jak wam mija niedziela? Dziś pierwszy dzień wiosny oraz światowy dzień osób z zespołem downa. My co roku świętujemy obie te okazję, małe mogą ubrać się jak chcą, w każdy kolor jaki sobie zażyczą i oczywiście różne skarpetki! Zawsze wychodzi im to komicznie, ale grunt że wszyscy wiedzą po co ❤️. Dlatego zaszalejcie dziś! Załóżcie kolorowe skarpetki, kolorowe ciuchy i pokażcie, że wspieracie, szanujecie i akceptujecie osoby z zespołem downa ❤️. 
Jak już was umoralniłam to pora na recenzję książki, która mnie kupiła już od pierwszych stron. "Wróć do mnie" to pierwszy tom serii o braciach Arrowood, poznajemy na pierwszy rzut Connora, który jest honorowym i lojalnym człowiekiem. Wszyscy czterej bracia przeszli przez piekło, gdy ich matka zmarła po walce z rakiem, a ojciec z rozpaczy całkowicie się załamała, to właśnie na nich czterech podczas swoich alkoholickich ciągów wyżywał się, oraz używał siły. Arrwood'owie obiecali sobie, że już za żadne skarby nie wrócą na rodzinną farmę, nigdy nie pokochają, przenigdy nie spłodzą potomka... Connor jako najmłodszy, musiał spędzić najwięcej czasu z ojcem łajdakiem, jego uraza sięgała bardzo głęboko. Złamany i zagubiony, trafia na swojej drodze kobietę, która staje się jego wyśnionym aniołem...
Ellie po tragicznym wypadku rodziców, popełnia parę błędów w swoim życiu, które całkowicie zaważyły na tym, kim jest teraz. Jako ofiara przemocy domowej, gnębiona, bita i odcinana do granic możliwości od społeczeństwa, jedyne czego pragnie to uwolnić siebie i córkę z domowego piekła. Ona sama żyje nadzieją, że jej dziecko współdzieli geny nie z katem i oprawcą, a z człowiekiem, który dał jej zalążek nadzieji i zauroczenia. Los drwi sobie z niej, stawiając na drodze ponownie tajemniczego mężczyznę... jednak tym razem może nie obyć się bez ofiar, a jedyne czego pragnie Ellie, to chronić Hadley, co powoli staje się niemożliwe.
Historia tej dwójki to splot świetnej akcji, wprowadzenie również do kolejnego tomu, ale przede wszystkim genialnie pokazany problem przemocy domowej. Corrine Michaels skrupulatnie i bardzo dogłębnie opisuje nam umysł ofiary, jej tok rozumowania, poczucie winy. Książkę czyta się bardzo płynnie, szybko, gdyż nie mamy tam błędów logicznych czy stylistycznych, za co należy się ukłon w stronę zespołu wydawniczego. Styl samej autorki jest świetny, historia wciągająca i pomimo właśnie poruszanego problemu, ten happy end wyciska łzy i zmusza czytelnika do odliczania przed premierą kolejnego tomu! 
Podsumowując, jestem totalnie na tak, polecam z czystym sumieniem każdej fance romansów. Poznanie tej historii, to całkowicie dobrze spędzony czas. Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz i możliwość poznania losów tej dwójki, zagubionych ludzi. 
⭐⭐⭐⭐⭐/5
#PROJEKTPRAWDA

#PROJEKTPRAWDA

Dzień dobry Moliki,
Dziś przychodzę do was z przedpremierową recenzją "Projekt Prawda" autorstwa Dante Medema, która wyjdzie na nasz polski rynek  wprost od Media Rodzina, już 31.03 będzie miała swoją premierę. Jest to pierwsza książka Pani Medema u nas w Polsce, i jakby nie patrzeć w jakiś sposób to debiut. Trzeba przyznać, że bardzo udany. Co potwierdza polecajka mojego autorstwa, którą możecie znaleźć w środku. Dziękuję wydawnictwu za zaufanie, i tak świetną współpracę. ❤️
Moje pierwsze zderzenie z tą autorką można uznać jako odkrywcze, po pierwsze przez formę w jakiej jest wydana, po drugie w życiu nie podejrzewałabym, że książka młodzieżowa może być napisana w taki sposób, rozłoży mnie na czynniki pierwsze i podda tylu wątpliwościom odnośnie mnie samej. 
Cordelia to młoda dziewczyna, która kończy liceum, aby dostać się na studia wszyscy jej przyjaciele robią projekty, zaś ona jako uczennica, która dostała się wcześniej podchodzi do sprawy ambitnie choć z ukrytym motywem. Otóż Kochani, nasza bohaterka podejrzewa, że została adoptowana. Jej charakter nie przypomina żadnego z rodzicieli, wygląd też nie działa na korzyść podejrzliwego umysłu Cordeli, jedyne co łączy ją z siostrami to nos, który odziedziczyły po matce. Na domiar złego Kodiak, jej przyjaciel z dzieciństwa, którego skrycie kocha od lat okazuje się wręcz idealnym partnerem do jej projektu co zapoczątkowuje nieuchronną nić kłamstw... A kłamstwo jak oliwa, zawsze wypływa. Każda strona tej książki to namacalne emocje bohaterki, młodej poetki zresztą, która oślepiona złością i niemocą, upada. Po to by powstać wraz ze swoimi bliskimi, i docenić piękno swojego życia oraz ludzi uczestniczących w nim.
Prawda odkryta przez bohaterkę, pcha ją tylko w jeszcze większe problemy, bo jak być sobą skoro połowa ciebie przez całe życie była kłamstwem? Jak maskować oszustwa najbliższych, tak żeby nie stracić tego co mamy?
Książka w bardzo fajny sposób, odsłania przed nami problem konfliktu tożsamości, pokazuje emocje towarzyszące temu, jednocześnie ukazując jak ważne i kruche są relacje rodzinne. Autorka postawiła na niesamowity styl, za który pokochałam ją od pierwszych stron. Nie doszukacie się tam opisów kosmicznych ale znajdziecie coś zupełnie innego. Uczucia, zabawną choć bezpośrednią Sane, oraz siłę pierwszej miłości. Każda kartka była dla mnie zaskoczeniem, całkowicie innym i bardzo przyjemnym.
Ta książka to coś więcej niż kolejna młodzieżówka czy romans, to piękna wierszowana historia o odkrywaniu siebie, sile przyjaźni, stracie oraz docenianiu ludzi, którymi się otaczamy, szczególnie tych najbliższych. Czytając ją wzruszałam się, śmiałam i przy okazji poszukiwałam siebie. Tak właśnie działa ta książka, rozkłada nas na czynniki pierwsze żebyśmy poskładali się razem z Cordelią. "Projekt Prawda" to pozycja, która na pewno zainteresuje osoby w każdym wieku. Pozwoli nam przeżywać emocje tak surowe, które są na wyciągnięcie ręki wręcz. 
Jednymi słowy: gratulację. Autorka dokonała tego, czego innym się nie udało, doprowadziła mnie do punktu, w którym poskładałam się na nowo, doceniłam ponownie ludzi, których mam obok, i nauczyłam się patrzeć troszeczkę szerzej w kontekście relacji rodzinnych. Jeszcze raz ogromne gratulacje dla zespołu wydawniczego oraz autorki, a wy kochani łapcie swoje egzemplarze i poszukajcie z nami siebie...
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Zdradzona towarzyszka", prawdziwa uczta dla umysłu.

"Zdradzona towarzyszka", prawdziwa uczta dla umysłu.

Dzień dobry Moliki! Widzieliście tytuł postu? Mam dla was prawdziwą bombę! W tym roku sporo się dzieje, dlatego możliwość patronowania i kolejnego ryzyka, przeraziła mnie. Jakby nie patrzeć, patronując zostawiamy swoje logo, na czyjeś pracy i jeden nie trafiony patronat, a nasza ciężka praca idzie na marne. Przy książce Ingi Juszczak mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że to był dobry wybór! Szanuję autorów, którzy pracują nad swoimi umiejętnościami, i właśnie to dostałam. Zobaczyłam, że można, wystarczy chcieć. Już wam nie przynudzam, przejdźmy do recenzji.
W drugim tomie, startujemy z miejsca gdzie skończyliśmy przy jedynce. To oznacza, że autorka od razu wrzuca nas w akcję, rozterki bohaterów i ich decyzje doprowadzają czytelnika do łez. Ellie i Diego, to para wręcz stworzona dla siebie, ona barwny ptak, on impulsywny i zaborczy. Wprowadzenie Marii, po przeczytaniu tego tomu, nabrało dla mnie sensu, chociaż wciąż tej miotły nie lubię, a jej zaborczość, po czym szybkie wycofanie, dało mi mocno do myślenia... Jednak otworzyło to całkowicie intrygującą akcję i nowe możliwości, z czego jestem na prawdę zadowolona. Postać Nadii i Miugela, niezmiennie bawi mnie do łez, ta dwójka jest moim hitem! W tej części Inga stawia na pokazanie nam Diego, jako bardziej opanowanego, stanowczego mężczyznę, który jasno wie kogo pragnie, i z kim będzie dzielił życie. Ellie za to staję się bardziej stanowcza, ale wciąż jest uśmiechnięta i pozytywną kobietą, choć możemy zauważyć zmiany, które pozostały w niej, po wydarzeniach z pierwszego tomu. Mamy nowych bohaterów, Santiago i jego matka to para, która jest na moim celowniku. Mamy też świetnie rozbudowaną fabułę i wątki, które rozłożą na łopatki czytelnika. 
Przez całą książkę, byłam totalnie pochłonięta tym jaki postęp uczyniła autorka. Coś niesamowitego! Opisy nabrały charakteru, emocji, które rozwalają totalnie. Bohaterowie przez te drobne zmiany, stali się jeszcze bardziej namacalni, ich myśli, podejście, to zupełnie inny poziom. Na około trzystu stronach, mamy dużo akcji, która nie zlewa się, idealnie współpracuje i nie odpycha. Dodatkowo autorka świetnie rozłożyła wszystko, unikając przy tym błędów fabularnych czy logicznych. Śmiało można stwierdzić, że ta część jest o niebo lepsza! Przeczytałam ją ekspresowo, i wciąż mi mało...
Podsumowując, to był zaszczyt patronować przy tej książce, i z tak pracowitą oraz upartą autorką. Progress jest widoczny na każdej stronie, za co należą się ogromne brawa. Gratuluję Inga, wykonałaś kawał wyśmienitej roboty, jestem z Ciebie dumna❤️. Pamiętaj, rób to co robisz dalej, bo robisz to wyśmienicie 😘❤️
Perfumowa Lafirynda w świecie "Żelaznych zasad"

Perfumowa Lafirynda w świecie "Żelaznych zasad"

Dzień dobry Moliki! Wiosna za rogiem, wszystko budzi się do życia, książki aż płoną w rękach żeby je czytać. A dziś was zaskoczę pozycją od wydawnictwa NieZwykłe, i niestety ponownie zawiodłam się okropnie, okładka jest cudowna, jednak środek... pozostawia wiele do życzenia. 
Historia Malii i Enzo jest skomplikowana, a sam fakt, że nie umiem wam dobrze opisać bohaterów, już o czymś świadczy. Tu szczerze chyba zawiodłam się najbardziej, ale zacznę od początku. 
Poznajemy Malie, kiedy już jest na swojej "mafijnej emeryturze", chociaż ona na jednej stronie jest, a na innej już nie, więc ciężko mi było to ustalić od początku. Nasza bohaterka przeżywa spory konflikt osobowości, raz się sama wychwala ponad szczyty, innym razem twierdzi, że jej umiejętności są mocno naciągane przez otoczenie. Ponad to, już na samym początku startuje z czystą kartą, i nie musi nikogo słuchać... ale parę stron dalej twierdzi, że musi słuchać rodziny. Czułam się jakbym czytała jakiś zakręcony piątek, czy jakoś tak. Autorka mocno gubiła się w fabule i wątkach. Najlepszy przykład to wizyta u kosmetyczki z pierwszych stron, która okazała się wizytą w restauracji bo Malia rozwaliła kuchnię, używając nieodpowiednich garnków 🤦🏼‍♀️... Czułam się zażenowana, nie pomógł nawet suchy żart "Perfumowa dziwka", po prostu taki start, zrujnował mi książkę do końca... Ciągle powtarzane "żelazna", "żelazna zabójczyni" czy te określenie "żyletka", "żyletko", no nie. Przykro mi, nie.
Enzo miał być silnym bossem, i może gdzieś tam rzeczywiście jest, ale znowu... Zniszczyło mi jego postać ciągłe rozważanie przez ponad pół książki, czy ją kocha, czy może nie. To co autorka zawarła nam w większej części, mogła zmieścić na maksymalnie sześciu stronach! Nie wiem co poszło nie tak, jednak nim mogłam się wkręcić w historię, poznać Enza, mój entuzjazm umarł śmiercią naturalną. 
Nawet nie wiem, czy mam pisać podsumowanie... Czy po prostu pokazać, co jeszcze poszło nie tak. Błędy logiczne, fabularne, stylistyczne, to wszystko powoli mnie zniechęciło, styl autorki też nie jest wybitny (ma na swoim koncie cztery wydane książki). Gdzieś tam praca nad warsztatem została zapomniana, i stoimy w tym samym punkcie. 
Ciężko mi to pisać, jednak pomimo ogromnych oczekiwań, muszę stwierdzić, że historia może i ma potencjał, ale ja go jakoś nie wyciągnęłam z tej książki. Cieszę się tylko, że autorka nie rozciągnęła tego na ponad 300 stron, bo to by już przerosło chyba moją cierpliwość. Pozostało mi życzyć autorce wszystkiego co najlepsze i mieć nadzieję, że jej kolejne książki  będą lepsze od poprzedniczek. Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz i możliwość zapoznania się z tą historią, a wam drodzy czytelnicy polecam przeczytanie, i ocenienie czy jest ona w waszym guście.
⭐/5
Nie bój się umarłych, tylko żywych...

Nie bój się umarłych, tylko żywych...

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! 
Dziś moi drodzy przychodzę do was z przedpremierową recenzją książki, którą przeczytałam kawałek czasu temu, a dzięki wydawnictwu Media Rodzina miałam ogromną przyjemność poznać ją, i dla was zrecenzować. "Piętno Katriny" to książka na pograniczu fikcji oraz faktów, muszę przyznać, że jest też jedną z nielicznych, po które chętnie sięgnę ponownie!
Amy to młoda Polka, z dużymi planami na przyszłość. W jej życiu nie ma plagi przyjaciół czy mężczyzn, jednak ona czuje się szczęśliwa z tymi osobami, które ją otaczają. Do czasu, aż musi dokonać wyboru, który zaważy na jej dalszych losach.
Rebeka jako matka dwójki dzieci, w tym nastolatka, oraz wzięty psychoterapeuta, nie dostrzega tego co dzieje się pod jej dachem. Wiele sygnałów ze strony starszego syna, ignoruje, przez co resztę życia musi spędzić z wieloma pytaniami. Mąż, który o nich dba, przecież w życiu nie mógłby, zniszczyć jej życia?
Hubert przykładny mąż, opiekuńczy ojciec, stwarza wokół siebie otoczkę osoby opanowanej, spokojnej i uprzejmej. Słowo klucz, stwarza. Jest on osobą, która posiada wiele twarzy, i nie każda się wam spodoba.
Narco Valley to mieścina, która jako jedna z wielu nie zdążyła się ewakuować, podczas huraganu Katrina. W 2005 roku, miasteczko zostało totalnie zniszczone, powódź pochłonęła ogromną jego część. W książce mamy z dokładną precyzją opisany stan miasta, jaki zastały służby ratunkowe. Byłam wstrząśnięta tak realistycznymi opisami, parokrotnie odkładałam czytnik żeby złapać oddech, uspokoić myśli. Właściwym stwierdzeniem tu będzie, że nie należy bać się zmarłych, tylko żywych. 
Ciężko jest mi wam pisać o tym, tak żeby nic nie spoilerować bo książka jest pełna wątków, które idealnie ze sobą współpracują, uzupełniają się, ale też nie przytłaczają czytelnika. Jednymi słowy, sypne wam wątkiem i sprzedam coś ważnego! A tego wam nie zrobię. Całość ma nutkę grozy, psychologicznej gry, jak i zjawisk paranormalnych, za co kocham autorkę! W końcu znalazłam książkę, która obudzi we mnie niepokój, ale nie przerazi na tyle, że będę bała się zasnąć. Stworzenie profilu psychologicznego bohaterów to miód na moje psycho serce! ❤️
Styl i warsztat autorki to wisienka na torcie, przez książkę się płynie wręcz. Wydawca również zadbał o każdy detal, więc chylę czoła, nie znajdziecie tam smaczków interpunkcyjnych, stylistycznych czy ortograficznych. Co jest ogromną rzadkością ostatnimi czasy...
Podsumowując, Agnieszko masz moje serce, dysponuj ostrożnie, bo ono czeka na kolejną twoją książkę. Gratulację dla Ciebie i całego zespołu oraz życzę dalszych sukcesów, tak świetnych powieści a nawet jeszcze lepszych!
Patrzcie, pierwsze 5/5 w tym roku, jestem dumna, że może ono powędrować do takiego wydawcy i autora.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Sprośne Listy"

"Sprośne Listy"

Dzień dobry Moliki, jakie plany na weekend? U mnie weekend poprzedni całkowicie produktywnie. Cztery książki przeczytane, poczułam się jak kiedyś i doszłam do jednego ważnego wniosku. Problem z blokadą czytelniczą nie leży we mnie, a w książkach. Przez te dwa dni pokonałam tyle stron, że sama byłam w szoku! Jednak szkopuł tkwił w tym, że brałam tylko zagranicznych autorów. W ten weekend zrobię to samo! Dziś mam dla was książkę Vi oraz Penelope "Sprośne Listy", dziękuję bardzo wydawnictwu Editio Red za możliwość przeczytania tej pozycji.
Obie autorki są dobrze znane czytelnikom, zawsze dostarczają masy emocji, i tym razem nie było inaczej.
W książce poznajemy Lukę i Gryffina, oboje poznają się w dość nietypowych okolicznościach... mianowicie są korespondencyjnymi przyjaciółmi z czasów szkolnych. Po latach milczenia, los postanawia połączyć ich ponownie, i w wyniku pijackiego listu, para nawiązuje ponownie kontakt. Luka to dość szalona postać, no bo kto trzyma w domu świnię?! (Moja ciotka, wietnamską ponoć miała 😳. Nie moja bajka). Gryffin jest osobą, która bardzo zawiodła się na najbliższym otoczeniu, przez co ciężko mu zaufać... A przecież nikt tak nie budzi zaufania, jak wariatka z prosiaczkiem! 😂
Książka przepełniona jest humorem, zabawnymi sytuacjami, ale i tematami, które mnie momentami lekko dołowały. Bohaterowie zostali tak umiejętnie wykreowani, że nie można ich nienawidzić. Opisy i akcja, jak zawsze na wysokim poziomie, co nieustannie wprawia mnie w dobry nastrój. Wyłapałam parę literówek, ale nic ponad to. Co jest już moim zdaniem ostatnio standardowe, i ku mojemu zaskoczeniu wcale nie zepsuło mi zabawy przy książce! 
Podsumowując, zła passa przełamana przez królowe romansów! Moje gratulacje Vi oraz Penelope, jestem na tak i z ogromnym uśmiechem polecam dalej, każdej miłośniczce gorących, zabawnych romansów.
⭐⭐⭐⭐/5
Słodko-gorzka... czyli jak szybko Ella przełamała blokadę czytelniczą!

Słodko-gorzka... czyli jak szybko Ella przełamała blokadę czytelniczą!

Dzień dobry Kochani, jak wam mija tydzień? Podobno środa to taki mały piątek, coś w tym jest. W weekend nareszcie przełamałam blokadę i machnęłam cztery książki! A jedną z nich była "Słodko-gorzka" od Elle Feilds, jest to drugi tom serii Uniwersytet Gray Springs. Mogę ją wam zrecenzować dzięki uprzejmości wydawnictwa kobiecego. Za co ogromnie dziękuję, gdyż uwielbiam autorkę i jej twórczość. To też chciałabym wam przedstawić premierową recenzję!
W drugim tomie poznajemy bliżej Pippę j Toby'ego, ich losy już w pierwszej części zostały nam lekko przedstawione, jednak dopiero tu możemy ich poznać wręcz na wylot.
Pippa w bardzo młodym wieku przekonała się, jak depresja i choroby psychiczne wpływają na najbliższe otoczenie. Pomimo wielkiej miłości jaką darzyła ojca, wciąż skrycie wypełnia ją żal i ogromny smutek. Za to Toby poza tymi emocjami skrywa też wiele innych tajemnic. Odejście chorej psychicznie matki, własne problemy, presja otoczenia, bardzo mocno odbiły się na kondycji umysłowej naszego bohatera. Mimo wielu wzlotów i upadków oboje idą przez życie ramię w ramię, płacząc, śmiejąc się, oraz wspierając. 
Jeżeli oczekujecie historii mega zabawnej, to niestety nie otrzymacie tego. Autorka w tym tomie postawiła przed nami skrzywdzonych, młodych ludzi, którzy strasznie szybko budzą w nas sympatię. Styl jest lekki, przyjemny, spokojnie mogę powiedzieć, że przez książkę przepłynęłam z uśmiechem (i łzami). Wykreowani bohaterowie są świetni, i możemy ich bardzo dobrze poznać. Dialogi w tej części również były bardzo przyjemne, opisy rozbudowane ale nie zniechęcające czy przesadne. Złapałam parę literówek, ale przy takiej fabule i akcji... całkowicie mi to nie przeszkadzało! Całość ogólnie tworzy świetną całość, która jak dla mnie zasługuje na brawa.
Podsumowując, ta pozycja była świetnie spędzonym czasem, w doskonałym towarzystwie! Gratuluję autorce i całemu zespołowi wydawniczemu, mam nadzieję, że niedługo ponownie spotkam się z autorką, bo zostawiła mnie z milionem pytań! 
⭐⭐⭐⭐/5
Gangsterskie porachunki...

Gangsterskie porachunki...

Dzień dobry Molom wszystkim! Wielkimi krokami zbliża nam się marzec, nadejdzie wiosna, wszystko obudzi się do życia! Uwielbiam wiosnę, śmiało można uznać, że jestem wiosnoholiczką. Dziś mam dla was recenzję książki Pani Magdy Winnickiej, którą miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza. 
Zacznijmy od tego, iż jest to drugi tom książki, pierwszy nie powalił mnie na kolana dlatego byłam przygotowana, że tu może być podobnie. Główni bohaterowie w jakiś sposób odrobinę poszli do przodu, co uznaję zaś ogromny plus. Opisy wciąż gdzieś tam na upartego oko mi wadziły, ale uderzyły mnie błędy logiczne... rozumiem, że to fikcja, jednakże przydałoby się zrobić research, nim napiszę się cokolwiek. Chodzi mi konkretnie o kwestie medyczne, umieszczone w książce. Kochani byłam też pozytywnie zaskoczona, serio! Akcja pomimo tego, że mnie jakoś nie wciągała to muszę przyznać z ręką na sercu, pomysł jest dobry. Brakuje po prostu warsztatu i researchu, który fajnie by nam wyeksponował ten ukryty potencjał. Nie mówię, nie ale i nie jestem na tak. Książka mnie wymęczyła, trochę się z nią siłowałam ale w końcu ją pokonałam.
Podsumowując książka w zasadzie jest lepsza od poprzedniczki, nie pozostawia ogromnego niesmaku, jest mi obojętna. Co dało mi do myślenia, że może autorka w następnej książce pokaże się z jeszcze lepszej strony. Mam taką nadzieję, póki co pozostaje mi życzyć dalszych sukcesów, i oczekiwać na inne dzieła spod dłoni Pani Magdy.
⭐⭐/5
"Igrając z szefem". Nie igraj z ogniem...

"Igrając z szefem". Nie igraj z ogniem...

Dzień dobry czytelnicze duszyczki, dziś mam duży dylemat. Poważnie. Ile książek z motywem biurowym mieliśmy już? Masę, ale nie o to już nawet chodzi. Dziś mam dla was recenzję debiutu Ewy Maciejczuk, która miała swoją premierę parę dni temu. Książka wyszła nakładem wydawnictwa NieZwykłe i nie ukrywam, że ostatnio to tam nic dobrego nie wyszło. Przepraszam @dbforys to nie o Tobie dobra kobieto ❤️👌. Przejdźmy do konkretów, nim zacznę przepraszać resztę autorek.
W książce poznajemy młodą, ambitną choć stłamszoną przez ojca Olivie Hall, która postanawia się postawić i iść własną drogą! Szanuję! Lubię to! Skoro już wiecie co lubię, przejdźmy do tego czego nie lubię. Książka to formuła 1, i nawet powiem wam że na podium w swojej kategorii. Mamy parę błędów logicznych, przy których przypominam drodzy autorzy, reaserch. Nie mówię tego złośliwe, po prostu są rzeczy, które naprawdę przy odrobinie chęci, nie stworzyłyby nam takich hitów... Akcja. O tu mamy też zacnie, rzecz jasna i całkowicie normalna, że nasza bohaterka jest dziewicą. Nie martwcie się, ten stan rzeczy zmieni się bardzo szybko, bardzo. Książka jest "drewniana" przeczytacie ją, choć opornie bo niestety, ale właśnie... operowanie opisami i umiejętność budowania napięcia jest zerowa. Błędy stylistyczne, też znalazłam. Opisując przykładowo: brunet, pełne usta, białe zęby, ciemne oczy i włosy. Całkowicie po brunecie nie spodziewała bym się, że będzie miał ciemne włosy. Logiczne, że będzie blondynem. Lecimy dalej kochani bo im głębiej w las... tym gorzej. Oglądaliście film "Azyl" z 2002 roku? Nie? To zanim weźmiecie się za tą książkę, obejrzyjcie. Nie powiem wam czemu, po prostu to zróbcie. A jak sami wiecie, ja nigdy bez powodu nie kieruję was na daną drogę. Całość po prostu jest na swój sposób może i urocza, jednak dla mnie wybrakowana i wręcz troszkę absurdalna.
Podsumowując, Ewa pomimo całej ogromnej sympatii jaką darze twoją osobę, nie mogę powiedzieć, że książka jest dobra. Zabolało mnie to, bo nie tego oczekiwałam. Mamy debiut, szanuję to, gratuluję wydania własnej książki, jednak... dużo pracy, bardzo dużo pracy przed autorką i mam nadzieję, że w przyszłości przeczytam jakąś jej książkę, która zatrze ten niesmak. 
⭐/5
Charytatywne zbieranie ❤️

Charytatywne zbieranie ❤️

Dzień dobry moi drodzy, dziś przychodzę do was wczesną porą nie bez powodu. Otóż nasi autorzy wpadli na pomysł stworzenia charytatywnego e-booka, wypełnionego opowiadaniami! Jestem całkowicie przepełniona dumą, zakochana w tej akcji i pełna nadziei dla Oliwki ❤️. 
W całą akcję zaangażowali się autorzy znani i mniej znani ale na pewno lubiani! Na stronie zbiórki macie dostępne również tytuły tych opowiadań, także możecie zobaczyć jakie kąski przygotowały autorki! Mam dla was oczywiście instrukcję jak dokonać wpłaty i otrzymać ten magiczny zbiór opowiadań:
Aby zakupić e-book wystarczy:
1. Wejść na stronę 
2. https://www.siepomaga.pl/nakrecamy-na-dobro
3. Wpłacić na skarbonkę MINIMUM 15 zł 
4. W opcji WSPARLI znaleźć swoją wpłatę
Kliknąć UDOSTĘPNIJ i pobierać link do wpłaty
5. Pobrany link prześlij na maila pomocna.ksiazka@gmail.com
W odpowiedzi otrzymasz plik z książką.
Udanej lektury!
W razie problemów z pobraniem linków do wpłaty, proszę o kontakt z organizatorką akcji @Justyna Leśniewicz lub @Magdalena Słuszniak, @Kasia Opawska @Klaudia Świerczewska.
Jak widzicie nic skomplikowanego, macie też zapewnioną pomoc techniczną przez nasz cudowne organizatorki. 
Nie będę was prosić o wpłaty czy zakup, bo każdy z nas sam umie ocenić czy pomoc jest realnie potrzebna. Na wyżej wymienionej stronie możecie poznać historię Oliwki.
Za każde udostępnie będę wdzięczna ogromnie, za każdy zakup tego zbioru również. 
Miłego poniedziałku Moliki, i szerzmy dobro bo ono wraca! ❤️☺️
"Zagrywka" na tapecie, pierwsza premiera tego roku od Kasi.

"Zagrywka" na tapecie, pierwsza premiera tego roku od Kasi.

Dzień dobry Moliki, dziś mamy na tapecie K. N. Haner, nie ma w Polsce wielbicielki romansów/erotyków, która by nie znała tej autorki. Królowa mocnych wrażeń książkowych, i tym razem pokazuję nam iż wie jak rozpalić czytelnika. 
W tej serii, poznajemy Abi, silną, niezależną kobietę, która skrywa sporo tajemnic. Uzależniona od luksusowego życia i sex shopu, gdyż drodzy czytelnicy Abigail nie chce w swoim łóżku nikogo, chyba że Jacob rozpali ją ponownie... a tak się składa, że ma ku temu okazję po wielu latach rozłąki. Główny bohater już od początku lekko sobie skrobię u mnie, jego podejście i taki pseudo luzacki styl irytuje mnie strasznie. Pikanterii dodają ciągłe przepychanki słowne między tą dwójką, tylko jakoś tak za szybko minęła mi akcja tej książki. Gdzieś tam chyba miałam nadzieję na coś więcej, niż to co dostałam. Opisy mamy fajnie zbudowane, dialogi również, także tu się nie zawiedziecie na pewno. Nie będę wam zdradzać smaczków bo książka ma ich pełno już od samego początku. Powiem wam jedno, jak dotrwacie do połowy to już nie odłożycie jej.
Kasia przyzwyczaiła nas do troszkę innego stylu w swoich książkach, co może być lekkim zaskoczeniem przy "Zagrywce" bo tu mamy  bardziej potoczny język, trochę więcej luzu w opisach. Co nie działa na niekorzyść ale zostawia mnie lekko skonfundowaną. Na pewno sięgnę po kolejny tom, gdyż autorka zostawia nas w takim momencie, że po prostu ręką, noga, mózg na ścianie! 
Podsumowując, znalazłam jeden błędzik w zapisie dialogu, reszta jest całkowitym podkreśleniem stylu, dokładności i perfekcji, do której jesteśmy już przyzwyczajeni. Przez lekturę lecimy szybko więc nie pozostaje nic innego jak zostawić:
⭐⭐⭐⭐/5 
Gratulację dla zespołu wydawniczego i Kasi, ponownie pokazujesz nam, swój progress i oddajesz w nasze dłonie coś świetnego ❤️
Pokusa... czyli jak kusić żeby się nie pokusić.

Pokusa... czyli jak kusić żeby się nie pokusić.

Dzień dobry moi drodzy, dziś będziemy obracacie się w fantastyce. Tylko jest problem, gdyż nie mogę powiedzieć nic dobrego na temat tej książki co jest przykre. Pani Marika Ciok jest debiutantką, szanuję to ale... po prostu nie. Całkowicie nie kupuje tej książki, pokusze się nawet o stwierdzenie, że to jedna z gorszych jakie czytałam. Tym razem na prawdę będzie krótko i na temat.
Pomysł na książkę nie jest zły, mamy demony, romans, tajemnic. Eveline to rozchwiana nastolatka, ale tu się nie przejmujcie w tej książce każdy bohater jest rozchwiany. Od pierwszych stron mamy przepych wątków i problemów. Chciałabym wam opisać cokolwiek, tyle że to jest tak krótkie, iż niestety zdradziła bym akcję nawet jakbym opisała wam pierwszy rozdział. Dlatego przejdę do konkretów, błędy logiczne. Ta pozycja to jeden wielki błąd logiczny, co jest przykre gdyż autorka jest osobą oczytaną i można by pomyśleć, że jakieś tam pojęcie ma o zasadach... Cóż, no nie. Stylistyka to jest dopiero plejada hitów, powtórzenia, błędne zapisy dialogów, nawet błędów ortograficznych się dopatrzyłam. Po co powtarzać cztery razy pod rząd imię bohatera? Po co ją się pytam? A no żebyśmy nie zapomniały przypadkiem jak się panicz nazywa. Pomijam już fakt, że mam podejrzenia co do podbierania pomysłów od innych autorów... Po prostu musicie przeczytać to sami i ocenić. Wątki się na siebie nachodzą co tworzy po prostu potworność w odbiorze tekstu. Za dużo akcji, które często się nawet ze sobą nie kleją a za mało stron. Wypowiedzi ubogie, opisy... jak są, to niestety nie powalają a ich poprawność pozostawia wiele do życzenia.
Jak sami widzicie było krótko, gdyż pozytywów tam w ogóle nie znalazłam. Chciałabym powiedzieć gratuluję debiutu ale to byłoby wredne i nie szczere. Przed autorką jeszcze masa pracy, polecam zmianę wydawcy albo korektora bo z tym zespołem ponownie puszczony zostanie na nasz rynek wydawniczy taki kanał, że szok. Nie ukrywam na tych dwustu stronach, całkowicie zwątpiłam w naszych debiutantów i częściowo w czytelników bo jak się dowiedziałam autorka jest bookstagramerką. Nie wiem co poszło nie tak, gdzie zabrakło chęci na rozwinięcie tej historii, porządną korektę czy usunięcie powtórzeń, ale niestety z fantasy zrobił nam się dramat papiernika. Mimo wszystko życzę sukcesów i mam nadzieję, że praca nad warsztatem będzie oraz przyniesie efekty.
⭐/5
Suma Kłamstw, niczym suma naszych myśli

Suma Kłamstw, niczym suma naszych myśli

Dzień dobry Kocurki, od paru dni łapałam się różnych książek. Skończyłam "Winter" i łez potok popłynął, bo pokochałam tą szaloną dziewczynę ale ja nie o tym dziś. Przeczytałam "Sume Kłamstw" od Noemi Vain, i wiecie co? Porozmawiamy sobie...
Tydzień temu dostałam do recenzji książkę od wydawnictwa WasPos, okładka ogień, grubasek jak lubię, tytuł przyciąga. Wiecie biorę rozpęd... ale pierwsze sto stron było spokojne, delikatnie wprowadzające, pełne opisów. Stało się to, czego serio od początku bałam się jak ognia, odłożyłam ją. Wynudziłam się jak mops. Parę dni przerwy, oczyściłam umysł, więc łapie ponownie i szok. Książka zaczyna mnie wciągać jak wir... 
"Suma Kłamstw" to historia Evangeliny, uczennicy ostatniej klasy liceum w Appelwood. Nasza bohaterka to dość popularna i nawet sumienna uczennica, która nienawidzi historii, ponad to redaktorka szkolnej gazetki. Miasto, które zamieszkuje to oaza spokoju. Tam się nic nie dzieje od lat, nie ma napadów, gwałtów czy morderstw. Do czasu aż Ev staje się ofiarą stalkera... A nic tak pobudzająco nie działa jak wariat, który ma dostęp do naszej przestrzeni prywatnej. Na plus nie działa też to, że chłopak naszej bohaterki okazuje się gnojkiem a w mieście pojawia się tajemniczy przystojniak, i dość często krzyżuje drogi z Evangeline. 
Dziewczyna wychowywana przez opiekunkę, z w kółko zalatanymi rodzicami, za oparcie ma tylko Cass. Najbliższa przyjaciółka nie jednokrotnie udowadnia swoją lojalność wobec bohaterki, i nie raz pokazuje, iż poziom jej poczucia humoru jest wysoki.
Kłamstwa otaczające jej życie zaczynają wychodzić na jaw, pora wybrać kto jest przyjacielem a kto wrogiem. Plotki żyją swoim życiem, a dziwny prześladowca nie odpuszcza... Czy w życiu Ev kiedyś, w końcu będzie normalnie? Czy stalker będzie tuż za rogiem każdego dnia? Kto wygra tą grę? Bo czas ucieka... A śmierć wychodzi na ulicę coraz częściej. Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź właśnie w tej książce.
Bohaterowie momentami irytujący, wkurzający i dziecinni ale przez całą książkę widziałam fajny progress w postaciach, co uważam za ogromny plus. Poznajemy rozpieszczoną, roztargnioną Evangeline, a finalnie dostajemy już młodą kobietę. To samo tyczy się innych bohaterów, każdy w jakiś sposób ewoluował nam. Warsztat autorki jest świetny. Tam gdzie mieliśmy poczuć, że bohater jest podekscytowany, tam to czuliśmy. Strach? Proszę bardzo. Operowanie opisami na wysokim poziomie, i poprawność zapisu dialogów czy stylistyka, to wszystko jest dopracowane na tip-top. Budowanie napięcia przez autorkę to majstersztyk! Stworzyła tak zawiłą intrygę, łatwo wplecioną, że szok! Całość jest po prostu świetnym romansem z thrillerem w tle, iż śmiem twierdzić: mamy debiut roku! A jest dopiero styczeń! Pomimo to Noemi Vain, powaliła swój gatunek na kolana. Chciałabym jeszcze zobaczyć paranormal fantasy z pod jej pióra, jestem więcej niż pewna, że mogłaby nas na tym polu fajnie zaskoczyć (i mam nadzieję, że kiedyś zaskoczy). 
Podsumowując, droga autorko rzadko daję wysokie noty, gdyż rzadko ktoś mnie zaskakuje i powala. Tobie się to udało, gratuluję debiutu. Jest ciężką pracą wielu lat twojego życia, i nie ukrywam że wyborną. To była ogromna przyjemność zapoznać się z tą historią. Mam nadzieję, że drugi tom będzie jeszcze lepszy.
⭐⭐⭐⭐/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Czytelnisko , Blogger