"Diabelski układ" co jest z tymi debiutami?!

"Diabelski układ" co jest z tymi debiutami?!

Dzień dobry moi mili, wiecie co mieliśmy w tym tygodniu? MŁYN. Na szczęście znalazłam chwilę, żeby na świeżo wam opisać co czuje i myślę o debiucie jednej z polskich autorek. Wyjątkowo dziś nie będę robić zarysu fabuły, gdyż było tego tyle, że wyszłaby nam encyklopedia chyba... 
Zaczniemy od plusów. Hm... poszerzył się polski rynek literacki o kolejną autorkę. 
Minusy, tu mamy pole do popisu! Wychodzę z założenia, że nawet autor debiutujący musi mieć jakiekolwiek pojęcie na temat konstrukcji zdań. Dlaczego? Bo korektor czy redaktor całej pracy nie wykona. Ponad to przy mocnym ingerowaniu dochodzi do tego, iż książka już ma współautora. Ubogie, proste wręczę przedszkolne zdania... zabiły mnie. No jak, pytam się jak można pisać przykładowo tak: "Założyłam bluzkę. Wciągnęłam spodnie. Uczesałam włosy w kok." Takie coś mnie po prostu powaliło, do tego stopnia, że zaczęłam zadawać sobie pytania ile autorka ma lat? Nie pytajcie. Znalazłam.
Kolejna sprawa to akcja. No już bardziej upchnąć to się nie dało! Tam było wszystko, dosłownie wszystko. Przeskoki czasowe, które i tak ostatecznie bardziej irytowały niż pomagały; milion pięćset wątków na raz to był strzał w kolano. Prawda jest okrutna ale jakby była bardziej zawężona akcja, lepiej rozbudowane zdania, to mielibyśmy dwa tomy z jednego. Oczywiście również nie obyło się bez powtórzeń, jedyne wytłumaczenie jakie mi przyszło do głowy to ubogi język autorki albo kłótnia ze słownikiem synonimów. Wybierzcie sobie sami.
Bohaterowie. To była dopiero plejada! Jeżu kolczasty... Główna bohaterka Sara to dopiero pomyłka. Jak żyje nie widziałam tak głupiej a zarazem płytkiej i nijakiej postaci. Spokojnie pan Błażej daleko nie odbiega. Niby gangster, niby sutener, niby facet. Wszystko było niby lub prawie, czyli w ostatecznym rozrachunku nie było nic. Myślałam, że już kończę ale... przypomniały mi się sceny zbliżeń. Aż parsknęłam przy pierwszej, drugiej. Drewno, trzazgi się sypały. Ujednolicone potwornie. A i wątek z panem Mendozą, to też absurdalne, że aż przykre i śmieszne. 
Ostatecznie jak to mówią: pisać każdy może. Jednak przed autorką masa pracy, od podstawy po szlify opisów czy konstrukcji zdań złożonych i niestety ale z tym słownikiem synonimów również nie żartowałam. Jak wiadomo są gusty i guściki, jednym się spodoba innym nie. Cóż ja jestem w tej drugiej grupie, polecić nie mogę bo sama uważam, że żeby nie fakt obowiązku recenzenckiego... odłożyła bym to po 100 stronach. 
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza.
⭐/5
"To nie jest do diabła LOVE STORY"!!!

"To nie jest do diabła LOVE STORY"!!!

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! Dziś jak sami widzicie nie będzie love story i nie, dirty dancing też ominiemy, bo mam dla was coś lepszego. Julia Biel i jej bohaterowie. Jak się domyślacie Julia wydała książki z ramienia wydawnictwa Media Rodzina, jeden z nielicznych wydawców, których biorę w ciemno i po prostu wiem, że się nie zawiodę. To co? Zapinamy pasy i ruszamy!
Ella Beck, NutElla, bohaterka która swoją zaradnością, a zarazem samotnością wywołała u mnie falę łez. Postać wykreowana tak realistycznie, że momentami czułam się jakbym siedziała obok. Nigdy w całym swoim życiu, nie czułam takiego spustoszenia na myśl, że gdzieś tam w świecie może być też taka Ella. Pisząc tą recenzję wciąż płacze. Dlaczego? Ona ma na pozór wszystko! Zaufanie rodziców bo przecież kto zostawiłby siedemnastolatkę samą w wielkim mieście? Tylko rodzice, którzy bezgranicznie ufają swojemu dziecku. Zdobywa wykształcenie w prestiżowej szkole, zyskuje przyjaciół, pieniądze nie stanowią bariery, podróżuje... Życie naszej bohaterki jest idealne, nieprawdaż? Szkoda tylko, że to pozory. Państwo Beck, są takimi rodzicami jakich nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Egoistyczni, snobistyczni, narcystyczni. Ludzie, którzy najlepiej czują się ze sobą. W ich idealnym obrazku nie ma miejsca dla dzieci, czy poświęceń w imię rodziny. Troszkę zboczyliśmy z tematu samej Elli, jednak było to konieczne abyście zrozumieli jej postępowanie. Strach, który odczuwa na myśl, że zawiedzie rodziców, popycha ją do kroków, które na zawsze odmienią jej życie. Ujrzy możliwości, których nigdy nie miała. Pozna smak życia, którego nie dane jej było zaznać wśród najbliższych.
Jonasz, Jona, Zmora. Wiecie jak to jest mieć pełną chatę? Nie? Jak twierdzi sam Jonasz, ciężko. Nie możesz zamknąć rodzeństwa na balkonie czy w łazience, ale czasami masz ochotę. Życie Jonasza jest całkowicie odmienne od życia Elli. Ma kochających rodziców, czwórkę rodzeństwa, dwa psy, dwa żółwie... Pełna chata dosłownie. Jednak on sam, póki co niezbyt chciałby doświadczyć miłości, gdyż już raz się sparzył. Genialny plan szalonej NutElli, okaże się tym czego Jonasz od życia wcale nie oczekuje! Postać Jonasza jest na swój sposób urocza, choć sam zapewne jakby mógł powiedziałby, że mężczyźni nie są uroczy. To ja obstane przy swoim. Wykreowanie młodego dorosłego z każdym konfliktem, który przeżywa się w tym wieku nie jest proste, jednak autorce się to udało. Otwiera przed czytelnikiem "głowę" Jony i możemy w jasnym i prostym języku zobaczyć, co mu tam piszczy w uszach. 
Julia Biel w świetny sposób przedstawia nam całość, konflikty wewnętrzne bohaterów, postaci poboczne czy otoczenie. Wszystko wciąga nas i nie odpuszcza do ostatnich stron. Oprócz genialnych kreacji postaci czy opisów, znajdziemy też e-maile czy fragmenty rozmów z what's up. Przez to książka dodatkowo zyskuje w oczach. Humor, który znajdziecie w książce rozbraja totalnie! Dlatego nie jeden raz możecie wyglądać jak wariaci... Więc uwaga! Fabuła jest genialnie i widać, że dokładnie przemyślana, rozbudowana. Jedne wątki nam się kończą, inne zaczynają, nie rozpychając się między sobą. Ogromnym i pozytywnym zaskoczeniem jest też zasób słownictwa. Możnaby rzec, że autorka poważnie podniosła poprzeczkę innym, dlatego też dawno nie cieszyłam się tak widząc tyle synonimów, tak rozbudowanych zdań i dopieszczonych z największą starannością. Z minusów, mogę wymienić tylko to, że wciąż stoję na środku drogi 66 i tęsknię za Jonaszem oraz Ellą, chcąc wiedzieć co dalej...
Podsumowując, po nastu dniach usuwania jak Ella, dumania jak Jonasz; oddaje w wasze ręce recenzję, która mnie i tak do końca nie satysfakcjonuje. Pokazuje wam ułamek tego co pokochałam. Fragment duszy dwóch książek, które już na zawsze zostaną ze mną. Droga Julio, pisz. Twórz. Jesteś piękną duszą, która tworzy cudowne losy. Pozwoliłaś mi odbyć podróż życia, od Polski po USA. Mam nadzieję, że ten trzeci tom będzie kolejnym elementem pasującym do mojej duszy. Dziękuję Ci i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spotkać Cię na żywo, po to żeby porozmawiać o twoich książkach.
Gratuluję autorce oraz całemu zespołowi wydawniczemu, oddaliście w nasze dłonie kolejne cudowne (nie) love story.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Pustka wietrzna" czyli trzeci tom następczyni Harry'ego Potter'a

"Pustka wietrzna" czyli trzeci tom następczyni Harry'ego Potter'a

Bookmorning Moliki! Dziś kąsek od Media Rodzina, trzeci tom przygód Morrigan Crown, który skrada serca ludzi na całym świecie! Jessica Towsend kupiła mnie przy pierwszym tomie, ale trzeci całkowicie mnie pochłonął. Na grupie czytelniczej Media Rodzina, którą znajdziecie na profilu wydawcy, możecie zgarnąć trzy tomy tej właśnie serii! Chcecie dowiedzieć się co tym razem spotka Morrigan, czy warto zawalczyć o zestaw tych książek? Wskakujcie i razem podejmijmy decyzję!
W tej części Morysia już jako pełnoprawna towarzyszka Wunderowców, odkrywa tajniki swojego talentu. Wraz z grupą swoich przyjaciół przezwycięża przeciwności rzucane jej pod nogi, więc kiedy wydaje się, że nic już nie może pójść gorzej... Pojawia się tajemnicza pustka wietrzna. Na domiar złego, towarzystwo Wunderowe traci kontrolę nad wyrządzymi szkodami. Czy Morrigan uda się odkryć tajemnicę wietrznej pustki? Czy przyjaźń zawarta między jednostką, okaże się tą na dobre i złe? To i jeszcze więcej dowiecie się, sięgając po trzeci tom. 
Ostatnio jak zauważyliście lubuje się w krótkich streszczeniach, tak żeby za dużo wam nie zdradzić, co okazuje się całkiem trafne. W trzecim tomie, mamy tak rozwinięta akcje, że wierzcie mi... nie odłożycie książki, choćby się woda przelewała w wannie. Całość wciągnęła mnie totalnie, język jakim posługuje się autorka jest przystępny, prosty ale przede wszystkim skierowany do każdej grupy wiekowej. Moja dziewięcioletnia córka spokojnie czytała sama i również jest zachwycona tą częścią. Opisy to kolejny element, który zachwyca. Każdy najmniejszy szczegół jest uwzględniony, co pozwala nam poczuć magię Nevermoor, Deukalionu czy przeżyć jazdę Salonką. Ponad to są one tak rozłożone, że nie zanudzą nawet największego przeciwnika opisów. Kolejnym plusem jest ciągła akcja, nie znajdziecie tam chwili na wytchnienie. Jednocześnie nie odczuwa się przesytu tej akcji, co niestety ostatnimi czasy zdarza się często. Tu mamy wszystko pięknie rozłożone, nic się na siebie nie naciera czy nakłada. Wciąż muszę przyznać, że postacie wykreowane przez Jessice Towsend są genialne, zaś wątki umożliwiające poznanie Ezry są po prostu genialne.
Autorka udowadnia nam w tej części, że jej głowa to worek z pomysłami i muszę przyznać, że są to pomysły wyśmienite. Trzeci tom udowodnił mi tylko to co już wiedziałam, mianowicie mamy godną następczynię J. K. Rowling. Warsztat pisarski autorki, plus praca zespołu wydawniczego i mamy to czego szukałam od lat. Historii, na której teraz moje dzieci się wychowają, uwierzą w magię i pokochają czytanie tak mocno jak ja. Bo każda minuta spędzona w Nevermoor, jest dla nich tak ekscytująca, jak dla mnie dwadzieścia lat temu minuta w Hogwarcie. Nie wiem ile jeszcze tomów o przygodach Morrigan Crow przed nami, jednak wiem na pewno, że jestem w grupie, która niecierpliwie czeka aby dopaść kolejny i razem z córkami przenieść się ponownie do Nevermoor.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
Monika Skabara... jak ktoś nie zna, to właśnie pozna!

Monika Skabara... jak ktoś nie zna, to właśnie pozna!

Dzień dobry Moliki moje! Jak zawsze wpadam z bombą, tym razem całkowicie pozytywną! Jednak nim zaczniemy chciałam podziękować wydawnictwu Kobiecemu za możliwość poznania tej części serii, oraz autorce, która stworzyła historię całkiem inną od wszystkich. Monika Skabara... Oj Monika... Coś ty ze mną zrobiła... Chcecie wiedzieć? Zapraszam na recenzję!
Mona to kobieta skrzywdzona, rządna zemsty i krwi niczym wilk. Vin jako ostatni kawaler z rodziny, korzysta z uroków kobiet i... Wykonuje czarną robotę. Bezwzględny egzekutor a zarazem człowiek posiadający zasady moralne, których nawet siłą nikt nie malarze mu przekroczyć. 
Spotkanie tej dwójki jest jak powiew świeżości w życiu obojga. Wszak nie zawsze winny jedno ma imię, a zemsta jak wiadomo smakuje najlepiej na chłodno...
Daje wam tylko tyci, maleńki opis bo książka jest tak naładowana informacjami, że boję się chlapnąć ciut za dużo. Od pierwszych stron poczułam co ja tu mam... a mam świetną historię! Tak jak mówiłam samej autorce, pierwszy tom średnio mi podszedł, przy drugim było lepiej, jednak ten mnie totalnie kupił! Z każdą książka widać tak ogromny postęp w warsztacie pisarskim, że jestem zauroczona! Uwielbiam patrzeć na rozwój nie tylko akcji w książkach, ale też u autorów. Opisy są przepełnione emocjami! Przyznaje się bez bicia, płakałam. Koniec książki mnie zrujnowała do tego stopnia, iż potrzebowałam dnia na złapanie oddechu i zebranie myśli, więc wyobraźcie sobie ile uczuć tam jest. Przepychanki między bohaterami były po prostu mistrzowskie! Obawiałam się, że poruszany problem w książce, nijak nie będzie pasował do komizmu sytuacyjnego, który bywał (Vin jest bezbłędny) ale zgrało się to idealnie. Co najważniejsze, spotkacie tam również bohaterów z poprzednich tomów, jednak wydają się oni wykreowani jeszcze lepiej, bardziej wyrazisto. Charakter Vina i Mony to wisienka na torcie, mamy pięknie, prosto rzucone, objaśnione, skąd dane zachowania się biorą. Nie przeczę będziecie mieli parę zagadek, ale są to tak ciężkie tematy, że dodały one jedynie mocniejszego wydźwięku całej książce. 
Przez lekturę przeleciałam jak pocisk, styl jest wyborny, dopracowany, lekki, przyjemny. Widać, że Monika zebrała krytykę i ciężko pracowała nad każdym punktem, który ktoś jej pokazał. Nie znajdziemy błędów logicznych czy fabularnych, całość świetnie ze sobą współgra, co pozwoliło mi się cieszyć książka pierwszy raz od kawałka czasu. Ostatnio z polskimi autorkami totalnie mi nie po drodze, a tu poszło cudownie. 
Podsumowując, droga autorko wykonałaś kawał dobrej roboty i choć boli mnie serce, że Vin i Mona już są za mną... To nie ukrywam, czekam na kolejne książki. Będzie mi bardzo miło, dołączyć je do kolekcji na półkę i cieszyć oko kolejną świetną pozycją. Gratuluję, tobie i całemu zespołowi wydawniczemu (zerknijcie do środka na grafiki!!!), wykonaliście kawał bardzo dobrej roboty!
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Iskra Bogów" czyli przedsmak kolejnego tomu od Marah Woolf

"Iskra Bogów" czyli przedsmak kolejnego tomu od Marah Woolf

Dzień dobry Moliki! Ostatnio tyle Marah u mnie na profilu, że strach zaglądać... Ale co poradzić, kiedy u niej tyle dobroci. Dziś mam dla was smaczek, w postaci pierwszego tomu trylogii o bogach, a dzięki uprzejmości Wydawnictwa Media Rodzina już mogę was zaprosić na recenzję kolejnego tomu, która wskoczy również na czasie, gdyż drugi tom ma swoją premierę już 12.05!
"Iskra Bogów" określana jest mianem Percy Jacksona dla dziewczyn, ale moi drodzy... Nawet sam Percy nie wywołał u mnie tyle śmiechu, zaciekawienia co losy Jess i Prometeusza. Autorka tym razem wrzuca nas w sam środek wojny bogów, co jest totalnie świetnym pomysłem! Wyobraźcie sobie obóz, na którym spotykacie mitycznych bogów... Dla mnie bomba! Proszę adres, a tak poważnie, fabuła jest znakomita. Pochłonęłam książkę w parę godzin i dalej mi mało.
Główna bohaterka delikatnie mnie zirytowała, chodzi mi konkretnie o jej uległość wobec przyjaciółki Robyn. Gdzieś tam, na tym polu zabrakło mi tej ikry, waleczności. Za to nadrabiała na innych polach, co mnie niezmiernie cieszyło. Mamy w zasadzie trochę takiej myszki, troszkę tygrysa... Jest to fajnie wyważone, ale przede wszystkim, adekwatnie dopasowane do sytuacji. Akcja się zagęszcza, mamy dziewczynę walczącą ze swoimi demonami ale i wrogami. Zapada spokój, jakiś wątek romantyczny... dostajemy Jess taką jaka powinna być każda dojrzewająca nastolatka (tzn. z workiem wątpliwości, masą hormonów). Postać wykreowana doskonale.
Prometeusz... Bum, mam kolejnego crusha. Choć denerwował mnie totalnie momentami, niestety moje serce z nim zostaje. Dostajemy takie dorastającego alfę, pomimo iż nasz bohater liczy sobie tysiące lat... szczeniak jeden, nie raz mnie na skraj nerwicy doprowadził! Ale jak to mówią, miłość nie wybiera, Cayden vel Prometeusz, skradł moje serce. Jego upór, waleczność i momentami skrajna głupota, totalnie mnie kupiły. 
Trzeba przyznać autorce, że zadbała również o dobre wykreowanie postaci pobocznych. Ogólny research jest wyśmienity, świat stworzony na bazie mitów, greckich tradycji jest rewelacyjny! Fabuła przez to, że jest fajnie stopniowana, rozciągana, pochłania bez reszty. W tłumaczeniu złapałam smaczka, przez co byłam w szoku, gdyż to pierwszy raz w książce od tego wydawcy ale... znowu ku zdziwieniu niektórych, nie zepsuło mi to zabawy. Chylę czoło przed autorką, ponownie udało jej się mnie kupić. Wypatrujcie kolejnego tomu, lada moment pojawi się na półkach! 
⭐⭐⭐⭐/5
"Zawalcz o mnie"

"Zawalcz o mnie"

Dzień dobry Moliki! Pamiętacie "Wróć do mnie"? Te emocje były nie do podrobienia! A jednak drugi tom serii o braciach Arrowood, zmiótł mnie z powierzchni ziemi na dobrych parę godzin. Posłuchajcie o Declanie i Sydney...
Dec po latach wraca na rodzinną farmę, zgodnie z wolą zmarłego ojca, który doszczętnie zrujnował mu życie. Jedyne czego nie przewidział, to obecność żywiołowej Sydney w jego życiu. Po koszmarnym rozstaniu był pewien, że kobieta będzie schodzić mu z drogi... Jednak jego żywiołowa szwagierka ma nieco inny plan. 
Syd kocha swoją mieścinę, swoją farmę i ułożone życie. Pomimo wielu prób wciąż kocha swojego pierwszego chłopaka, co widać już przy ich pierwszym spotkaniu, lata nie zmieniły nic. Można by rzec, że wręcz zaogniły uczucie między nimi.... Jak poradzą sobie razem w małym mieście? Czy naprawdę pisane jest im być osobno? Najważniejsze, czy będą umieli być razem?
Jak widzicie powstało wiele pytań, na które nie mogę wam odpowiedzieć! Ba, nie chcę. Pragnę, żebyście zanurzyli się w świat Declana i Sydeny tak jak ja to zrobiłam. Przeżyli z nimi tą radość, miłość, cierpienie, ból... Moje serce niejednokrotnie zostało tu poszarpane, historia tej dwójki jest jak wulkan emocji! Opisy zwalają z nóg, fabuła świetnie się komponuje, całość daje takiego kopa energetycznego do czytania, że szok. Postacie są wykreowane wybornie, autorka pozwala nam realnie sięgnąć dłonią w głąb bohaterów. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny tom, a już wam zdradzę, że będzie bombowy! (Ciiii) 
Dziękuję wydawnictwu muza za możliwość poznania tej historii i życzę autorce kolejnych tak dobrych książek. 
⭐⭐⭐⭐/5
"Siostra Gwiazd" czyli kolejne wspaniałe dziecko od Marah Woolf

"Siostra Gwiazd" czyli kolejne wspaniałe dziecko od Marah Woolf

Dzień dobry Moliki! Co to były za emocje! Wspaniały powrót Marah Woolf na nasz polski rynek wydawniczy, to miód na moje serce. Marah jest niemiecką pisarką, która pisze świetne książki fantasy. Niejednokrotnie pokazała nam, że jej umysł to szafka pełna genialnych pomysłów! Tak jest również tym razem...
"Siostra gwiazd" to pierwszy tom trylogii opowiadającej o losach trzech sióstr: Vianne, Aimèe i Maellë. Wyobraźcie sobie świat gdzie demony, magowie i czarownice wciąż istnieją... Świat piękny choć równie niebezpieczny, o czym przekonuje się na własnej skórze Vi. Po ukąszeniu przez jednego z potworów w magicznym jeziorze w lesie Brocéliande, między główną bohaterką a synem mistrza zakonu Merlina - Ezrą, rodzi się przyjaźń. Jak wiadomo od przyjaźni do miłości jeden krok... Jednak naszym bohaterom nie jest dane walczyć o siebie, gdyż Vi pochłania demoniczna gorączka, która z każdym dniem pustoszy jej ciało, moce coraz bardziej. Korzystając z ostatniej deski ratunku Vi razem z siostrami pokonuje wzburzone morze, pozostawiając Ezrę z problemami, o których nawet nie ma pojęcia... Czy przyjdzie im ponownie się połączyć? Czy demony przedłużą pakt z ludźmi? Co skrywa Ezra, że tak bardzo odpycha od siebie Vi? Te i jeszcze więcej tajemnic odkryjecie, zanurzając się właśnie w ten okrutny choć piękny świat stworzony przez Marah Woolf.
Nie od dziś wiadomo, że książki Marah to mój czuły punkt. Jej styl pisania, umiejętność przeplatania wątków fabularnych i kreacje bohaterów to wisienka na torcie. Znalazłam parę literówek w tłumaczeniu ale nie zabrały mi one przyjemności z czytania. Opisy miejsc były tak realne, że mogłam zamknąć oczy i na spokojnie wyobrazić sobie lasy, zamki czy wioskę. Żywiołowość głównej bohaterki dodała wszystkiemu pazura, zaś dowcip przyjacielskiego demona całkowicie mnie rozbroił. Nie było tam przesytu czy braków opisowych, całość fajnie się uzupełniała. Czy poleciałbym tą książkę? Jak cholera tak! Czy czekam na kolejne tomy? Poproszę datę, adres i sama sobie odbiorę! Podsumowując, Marah wraca na salony z wspaniałą historią, która na pewno kupi serca czytelników. Zaś osobom uwielbiającym jej twórczość pozostawi ogromny niedosyt! Ogromne gratulację dla autorki oraz zespołu wydawniczego, książka jest wyborna.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Krew Zeusa"

"Krew Zeusa"

Dzień dobry Moliki, dziś mam dla was coś z mojego ulubionego gatunku, chociaż każdy kocham to jedna paranormal romans, jest moim faworytem. "Krew Zeusa"... Wiecie jaka była moja reakcja, kiedy podesłano mi informacje, że jedna z autorek stworzyła świecąca spermę w innej książce. Tak, dobrze widzicie. Czytałam z duszą na ramieniu szukając tego, w tej książce! I... Nie znalazłam! Jak już się wyśmialiśmy to przejdźmy do recenzji.
"Krew Zeusa" to historia Kary i Maximusa, ona potomkini demona, on z mocami nadnaturalnymi. Los splata ich ze sobą w najmniej spodziewanym miejscu, mianowicie na studiach. Max jest wykładowcą, specjalistą od Dantego, zaś Kara jego studentką. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że od początku odczuwają emocje jakich nigdy nie czuli. 
Nasz bohater całe życie próbuje ustalić, kim jest. Posiada nadludzką siłę, która już niejednokrotnie przysporzyła mu problemów. Zaś ona od początku wie, jakie brzemię na niej ciąży. Doskonale rozumie, że jest przeznaczona domonom. Czy poddadzą się im? Czy pozwolą aby rządzą i pragnienie zniszczyły całe ich życie? Jak wybrną z sytuacji, która przekreśli ich dotychczasowe plany?
Mam nadzieję, że za dużo wam nie powiedziałam, choć to jest zalążek tego co znajduje się w książce. Całość była przyjemna, choć nie powalająca. Akcja troszkę nam się przeciąga, rozwleka, przez co koniec wbija w fotel i w zasadzie to ten koniec sprawił, że chciałam więcej. Poważnie, ona kończy się tak, że miałam ochotę rzucić nią. Akcja zaczęła nabierać rozpędu... a tam koniec. Nosz cholera jasna. Za plus można uznać, że w trakcie rozwiązało się parę zagadek, które gdzieś tam mi ciążyły, tłumaczenie jest bardzo dobre i niewiele odbiega od oryginału (pokusiłam się o zerknięcie). Z minusów, cóż... tytuły to ogromny spoiler, więc ja już bardziej zaspoilerować nie mogłam. Kolejny minus to rozciągłość, ciężko było mi się wgryźć, jednak jak już ruszyło... oparłam się na końcu. 
Podsumowując, "Krew Zeusa" wbrew krążącym opiniom nie jest wcale taką tragiczną pozycją, mogłabym przytoczyć dziesiątki o wiele gorszych... Na pewno będę czekać na kolejny tom bo autorzy zostawiają nas w totalnym zawieszeniu, a ja bardzo chciałabym wiedzieć co z tego dymu wyjdzie! 
⭐⭐+/5 

"Kasta"

"Kasta"

Bookmorning Moliki! Bardzo długo biłam się z myślami, co dokładnie napisać w tej recenzji. Jak sami wiecie pisanie negatywnych recenzji nie jest łatwe, zawsze się biję ze sobą bo może jakiś plus był... I o tym dowiedziecie się, z dzisiejszej recenzji!
Kasta... Książka, która swoimi fragmentami mnie zaintrygowała, w całości niestety, ale niezadowoliła. Nie będę wam rzucać spoilerami, bo jak dla mnie, osoby która czytała książki Amo Jones, cóż... nie ma tam nic co by was zaskoczyło. Przykre, ale prawdziwe.
Zacznijmy od głównej bohaterki, która była całkowitym pomieszaniem z poplątaniem. Jej zachowanie przyprawiało mnie o ból głowy... "Zostaw mnie! Odpi... się!" To jej ulubione zwroty. Już nawet przełknęła bym fakt, że ona najnormalniej przez całą książkę była cichociemna, gdyby nie dziecinne zachowanie. Ostatecznie nijak ono nie pasowało do erotyku. Jakby nie patrzeć, przecież w piaskownicy nikt się dildo nie bawi, a tu miałam wrażenie, że zaraz okaże się, iż główna bohaterka siedzi właśnie tam. 
Nasza "Kasta" elita... To dość mocno naciągnięta "inspiracja" od Amo. Mamy strukturę, mamy knucie, mamy seks, oczywiście nasza elita rządzi i trzęsie całym światem. Wszystko wrzucamy do garnka i bum mamy "Kastę" przeplecioną "Królami".
Podsumowując, nie wiem dokładnie, która z autorek pisała jaki rozdział, ale te z perspektywy męskiej były o niebo lepsze. Nie było to miodowe, jednak jest widoczna różnica. Druga część, lekko drewniana, pretensjonalna chwilami i niestety bez wyrazu. Z bólem serca, muszę przyznać, że ta pozycja ogromnie mnie zawiodła. Autorkom życzę aby ciężka praca przynosiła efekty i żebyśmy mogli sięgnąć po kolejną ich książkę, w lepszym wydaniu. 
⭐/5
"Teraz i na zawsze" Kiedy Kyle poznał Marley ❤️

"Teraz i na zawsze" Kiedy Kyle poznał Marley ❤️

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! Przybywam do was dziś z recenzją jednej z tych książek, które są totalnym must read! Ja wiem, mówię tak o wielu książkach bynajmniej z wydawnictwa Media Rodzina, ale tak jest. Kto jej nie przeczyta, w życiu kaca książkowego nie miał... Już pędzę wam tłumaczyć dlaczego!
Kyle i Kim, tworzą idealnie obrazkową parę Ameryki. On futbolista, ona cheerleaderka, oboje na ostatnim roku liceum, z masą wspólnych planów na przyszłość. Jednak jedna tragiczna w skutkach kłótnia, kończy ten sielankowy obrazek. Kyle zdruzgotany prawdą, którą wyznała mu przed śmiercią ukochaną, musi nauczyć się żyć dalej... Musi podźwignąć się po stracie, i zawalczyć o to by być lepszym człowiekiem, aby tym razem nie być samolubnym i zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby egoistą. Na swojej drodze do celu, spotyka piękną choć nieśmiałą Marley. To ona każdego dnia udowadnia mu, że może się zmienić. Pielęgnując ich przyjaźń, oboje zatracają tą delikatną granice i rozwijają fundament pięknej miłości... Marley jest idealnie dopasowana do Kyle'a, uzupełniają się jak puzzle. Skutki wypadku doskwierają bohaterowi, ale z nią u boku wie, że przetrwa wszystko... Co mogło pójść nie tak, wobec tego? Czy Kyle i Marley mają szansę aby być razem? Ile prawdy w życiu młodego mężczyzny jest fikcją?
Podoba wam się opis? Zaraz powiecie "ej spoilery!", no właśnie nie! To co wam powiedziałam, jest namiastką historii, która obezwładniła mnie od środka. Moja miłość do bajarki Marley jest niezmierzona, a szacunek do Kyle'a ogromny. Autorzy ponownie dają nam historię, tak realistyczną, piękna i wzruszająca, że miałam ochotę krzyczeć momentami. Ból głównych bohaterów, był moim bólem. Opisy wciągały, i nie były rozlane czy wymuszone, każdy był celowym zabiegiem, i w żaden sposób nie zniechęcał do dalszego czytania. Humor choć drobny, towarzyszy bohaterom i jest miłą odmianą po stronach pełnych smutku. To co przeżyłam czytając tą pozycję, było nie do opisania... A warsztat autorski jest wyśmienity!
Podsumowując, "teraz i na zawsze" to kolejny must read, na mojej liście bookstagramowej. Książka, którą mogę wam polecić z czystym sumieniem i być pewną, że się nie zawiedziecie. Gratulacje dla zespołu wydawniczego oraz autorów! ❤️
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Grzeszne strony namiętności"

"Grzeszne strony namiętności"


Dzień dobry moi drodzy, dziś będzie krótko, szybko, zwięźle. W moje dłonie trafiła antologia, mamy tu sześć autorek. Sześć, z czego jedynie jednej udało się mnie zachwycić...
Zacznę od plusów, pani Katarzyna Rzepecka uratowała ogólny odbiór książki, poważnie. Jej opowiadanie było warte, tych stron przez, które musiałam przebrnąć. Miałam ochotę wrzucić jedynkę, bo przykro mi ale całość nie robi dobrego wrażenia. Znajdziemy w każdym opowiadaniu jakieś błędy, błędziki, w niektórych sztywne opisy, w innych powtórzeń masę. Za to u pani Rzepeckiej opowiadanie miało sens, świetną konstrukcję, zero błędów, emocje... Czytało się bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że było prawie na końcu, więc już byłam totalnie wymęczona poprzednimi opowiadaniami. 
Minusów była masa... Co i rusz miałam wrażenie, że gdzieś to czytałam. Przy każdym musiałam zatrzymać się i pomyśleć, poszukać bo coś mi nie pasowało. Ogólnie podkreślam, iż czytałam ją ponad tydzień. Rozumiecie to? Jeżeli tam była korekta.. cóż uznajcie, że jej nie ma! Przeszłam przez książkę właśnie do Pani Rzepeckiej i już miałam ochotę napisać, poddaje się. A tu zonk! Opowiadanie z samego końca praktycznie, okazało się lepsze niż reszta. Nie wspomnę o ostatnim, bo już modliłam się o szybki koniec...
Podsumowując, polecam zerknąć sobie choćby dla samej Pani Kasi, co do oceny postanowiłam jej nie wystawiać. Nie chcę nic naciągać jednym i ujmować innym. Sama zaś, na pewno sięgnę po książkę tej autorki, żeby przekonać się czy również zaskoczy mnie tak miło jak tutaj. 
Psychologiczno-erotyczna uczta od Joanny Balickiej

Psychologiczno-erotyczna uczta od Joanny Balickiej

Dzień dobry Moliki, dziś będzie wyjątkowo bez wstępu. Na starcie przejdziemy do rzeczy! Przedstawiam wam, mój cudowny patronat, który swoją premierę będzie miał 14.04. dlatego warto już wrzucać w koszyczki 😎. Chciałabym podziękować autorce za zaufanie i możliwość poznania tej historii wcześniej. Patronowanie takim książkom to czysta przyjemność. 
"Mr. Addicted" to kontynuacja poprzedniego tomu mianowicie "Miss Independent", pytacie często czy można przeczytać drugi tom bez znajomości pierwszego? Otóż nie. Moi drodzy czytelnicy, stanowcze nie! Wiele wątków jest przypominane, ale tylko powieszchownie więc bez znajomości pierwszego, utoniecie we własnych pytaniach. 
Po wypadku, na skutek którego Sophia Cole częściowo traci pamięć, opuszcza kraj wraz ze swoim chłopakiem, Lukiem. Zaczyna układać sobie życie na nowo, dom, praca, dziecko, Luke. 
Bryson trafia ponownie w czeluścia ciemności, wie doskonale, że to on był główną przyczyną wypadku. Jednak nim zdąży się otrząsnąć, kobieta znika, i nikt nie jest w stanie jej namierzyć. Znika też jego możliwość, na bycie ojcem.
Oboje dziwnym zrządzeniem losu są wepchnięci w wywiad, który nie tylko niszczy Sophie rodzinny wyjazd, ale też rozpoczyna serię katastrofalnych w skutkach wydarzeń. Zazdrość Luke'a ma swoje granice, niestety te właśnie zostały przekroczone...
W drugim tomie spotykamy się na nowo z bohaterami, witamy też nowych, co wyszło całkowicie na plus. Jednak jeżeli myślicie, że znacie ich na wylot... cóż jesteście w błędzie. Autorka pokazuje nam wyśmienity portret psychologiczny Brysona, czym kupiła moje serce. Mamy doczynienie tu niby z tym samym bohaterem, a jednak z zupełnie innym. Sophia staje się matką, ale także kobietą, która wie czego chcę. Z przerażonej dziewczyny, mamy kobietę walcząca o swoich bliskich, chroniąca ich i twardo wyznaczającą reguły. Mamy możliwość przyjrzenia się obojgu dokładniej, bo moi drodzy tym razem książka jest naładowana emocjami!
Warsztat, który dostajemy od autorki w tym tomie, jest wyśmienity. Pomiędzy oboma tomami jest ogromna różnica w stylu, operowaniu językiem czy opisami. Progress jest ogromny! Widać, że Asia przyłożyła się do pracy, zebraną krytykę wzięła do worka i ciężko pracowała nad tym, co zostało jej pokazane. Najlepszym dowodem na to są opisy, które w tej chwili są przepełnione emocjami, napięciem uczuciami... niejednokrotnie płakałam czytając tą książkę, śmiałam się, czułam złość razem z Sophią i przeżywałam wewnętrzną walkę razem z Brysonem. Nie ukrywam, sceny erotyczne wzbiły się również na wyżyny, które ciężko będzie pobić komukolwiek. Każdy fragment książki, świadczy o tym jak dużo włożono w nią pracy. Dodatkowo nie obejdzie się bez tajemnic, intryg i śmiechu.
Podsumowując, mamy progress, historię która wciąga, autorkę która słucha, i bohaterów wykreowanych na bardzo wysokim poziomie. Nie pozostaje mi nic innego jak skłonić się w pas, pogratulować i ogromnie podziękować, że mogłam towarzyszyć w drodze do wydania tej książki. Asia, jestem z Ciebie dumna, gratuluję i mam nadzieję, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy, bo kto jak nie ty. ❤️
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Zapomniałem dodać"

"Zapomniałem dodać"

Dzień dobry Moliki, trochę ostatno spokojnie, i nie martwcie się zapewne na razie tak będzie. Dziś przychodzę do was z recenzją książki, którą otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WasPos. Ta pozycja była całkowicie czymś innym, odmiennym i zaskakującym. 
W książce poznajemy Leo, który prowadzi dość chulaszczy tryb życia. A jego wiara w Boga jest ograniczona do niezbędnego minimum, w przeciwieństwie do partnerki z pracy, która wszystko zostawia w rękach stwórcy. Najbliższe otoczenie głównego bohatera trapią troski o jego zdrowie, zaś on sam umiejętnie unika jakichkolwiek wizyt lekarskich. Co okazuje się potwornym błędem...
Leo w wyniku splotu dziwnych zdarzeń, zyskuje korespondencyjną przyjaciółkę Penelope, zafascynowany jej osobą, nic nie jest w stanie odwieść go od pomysłu spotkania z nią. Tylko czy będzie on przygotowany na to co zastanie na miejscu? Czy wiara w cuda wystarczy, żeby uleczyć wszystko nawet ciało i duszę? Najważniejsze, czy przyjaźń wystarczy nam, aby stworzyć piękną miłość?
Powiem wam, że jestem bardzo zaskoczona tą książką. Oczekiwałam gorącego romansu, wprost z fabryki marzeń... a dostałam coś więcej. Miłość, przyjaźń, wiarę, wybaczenie. To wszystko znajdziecie w tej książce. Oceniam ją jako pozytywną lekturę, i naprawdę miło spędzony czas. Porusza ona w zawiły sposób, i bardzo współczesny, problem wiary. Widać, że sama autorka przywiązuje dużą uwagę do niej, co bezpośrednio przełożyło się na książkę. Jednak w żaden sposób nie zepsuło mi zabawy, czy przeszkadzało. Opisy, dialogi, przyjemne, lekkie i zabawne piór całkowicie mnie kupiło. Chociaż nie należę do osób jakoś szczególnie wierzących, tu przyznaje w naprawdę bardzo fajny sposób, wszystko jest zobrazowane.
Gratulację dla autorki i całego zespołu wydawniczego, wykonaliście kawał dobrej roboty. Mam nadzieję ujrzeć kolejne książki od autorki, bo styl jest naprawdę bardzo dobry!
⭐⭐⭐⭐/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Czytelnisko , Blogger