"Zawalcz o mnie"

"Zawalcz o mnie"

Dzień dobry Moliki! Pamiętacie "Wróć do mnie"? Te emocje były nie do podrobienia! A jednak drugi tom serii o braciach Arrowood, zmiótł mnie z powierzchni ziemi na dobrych parę godzin. Posłuchajcie o Declanie i Sydney...
Dec po latach wraca na rodzinną farmę, zgodnie z wolą zmarłego ojca, który doszczętnie zrujnował mu życie. Jedyne czego nie przewidział, to obecność żywiołowej Sydney w jego życiu. Po koszmarnym rozstaniu był pewien, że kobieta będzie schodzić mu z drogi... Jednak jego żywiołowa szwagierka ma nieco inny plan. 
Syd kocha swoją mieścinę, swoją farmę i ułożone życie. Pomimo wielu prób wciąż kocha swojego pierwszego chłopaka, co widać już przy ich pierwszym spotkaniu, lata nie zmieniły nic. Można by rzec, że wręcz zaogniły uczucie między nimi.... Jak poradzą sobie razem w małym mieście? Czy naprawdę pisane jest im być osobno? Najważniejsze, czy będą umieli być razem?
Jak widzicie powstało wiele pytań, na które nie mogę wam odpowiedzieć! Ba, nie chcę. Pragnę, żebyście zanurzyli się w świat Declana i Sydeny tak jak ja to zrobiłam. Przeżyli z nimi tą radość, miłość, cierpienie, ból... Moje serce niejednokrotnie zostało tu poszarpane, historia tej dwójki jest jak wulkan emocji! Opisy zwalają z nóg, fabuła świetnie się komponuje, całość daje takiego kopa energetycznego do czytania, że szok. Postacie są wykreowane wybornie, autorka pozwala nam realnie sięgnąć dłonią w głąb bohaterów. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny tom, a już wam zdradzę, że będzie bombowy! (Ciiii) 
Dziękuję wydawnictwu muza za możliwość poznania tej historii i życzę autorce kolejnych tak dobrych książek. 
⭐⭐⭐⭐/5
"Siostra Gwiazd" czyli kolejne wspaniałe dziecko od Marah Woolf

"Siostra Gwiazd" czyli kolejne wspaniałe dziecko od Marah Woolf

Dzień dobry Moliki! Co to były za emocje! Wspaniały powrót Marah Woolf na nasz polski rynek wydawniczy, to miód na moje serce. Marah jest niemiecką pisarką, która pisze świetne książki fantasy. Niejednokrotnie pokazała nam, że jej umysł to szafka pełna genialnych pomysłów! Tak jest również tym razem...
"Siostra gwiazd" to pierwszy tom trylogii opowiadającej o losach trzech sióstr: Vianne, Aimèe i Maellë. Wyobraźcie sobie świat gdzie demony, magowie i czarownice wciąż istnieją... Świat piękny choć równie niebezpieczny, o czym przekonuje się na własnej skórze Vi. Po ukąszeniu przez jednego z potworów w magicznym jeziorze w lesie Brocéliande, między główną bohaterką a synem mistrza zakonu Merlina - Ezrą, rodzi się przyjaźń. Jak wiadomo od przyjaźni do miłości jeden krok... Jednak naszym bohaterom nie jest dane walczyć o siebie, gdyż Vi pochłania demoniczna gorączka, która z każdym dniem pustoszy jej ciało, moce coraz bardziej. Korzystając z ostatniej deski ratunku Vi razem z siostrami pokonuje wzburzone morze, pozostawiając Ezrę z problemami, o których nawet nie ma pojęcia... Czy przyjdzie im ponownie się połączyć? Czy demony przedłużą pakt z ludźmi? Co skrywa Ezra, że tak bardzo odpycha od siebie Vi? Te i jeszcze więcej tajemnic odkryjecie, zanurzając się właśnie w ten okrutny choć piękny świat stworzony przez Marah Woolf.
Nie od dziś wiadomo, że książki Marah to mój czuły punkt. Jej styl pisania, umiejętność przeplatania wątków fabularnych i kreacje bohaterów to wisienka na torcie. Znalazłam parę literówek w tłumaczeniu ale nie zabrały mi one przyjemności z czytania. Opisy miejsc były tak realne, że mogłam zamknąć oczy i na spokojnie wyobrazić sobie lasy, zamki czy wioskę. Żywiołowość głównej bohaterki dodała wszystkiemu pazura, zaś dowcip przyjacielskiego demona całkowicie mnie rozbroił. Nie było tam przesytu czy braków opisowych, całość fajnie się uzupełniała. Czy poleciałbym tą książkę? Jak cholera tak! Czy czekam na kolejne tomy? Poproszę datę, adres i sama sobie odbiorę! Podsumowując, Marah wraca na salony z wspaniałą historią, która na pewno kupi serca czytelników. Zaś osobom uwielbiającym jej twórczość pozostawi ogromny niedosyt! Ogromne gratulację dla autorki oraz zespołu wydawniczego, książka jest wyborna.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Krew Zeusa"

"Krew Zeusa"

Dzień dobry Moliki, dziś mam dla was coś z mojego ulubionego gatunku, chociaż każdy kocham to jedna paranormal romans, jest moim faworytem. "Krew Zeusa"... Wiecie jaka była moja reakcja, kiedy podesłano mi informacje, że jedna z autorek stworzyła świecąca spermę w innej książce. Tak, dobrze widzicie. Czytałam z duszą na ramieniu szukając tego, w tej książce! I... Nie znalazłam! Jak już się wyśmialiśmy to przejdźmy do recenzji.
"Krew Zeusa" to historia Kary i Maximusa, ona potomkini demona, on z mocami nadnaturalnymi. Los splata ich ze sobą w najmniej spodziewanym miejscu, mianowicie na studiach. Max jest wykładowcą, specjalistą od Dantego, zaś Kara jego studentką. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że od początku odczuwają emocje jakich nigdy nie czuli. 
Nasz bohater całe życie próbuje ustalić, kim jest. Posiada nadludzką siłę, która już niejednokrotnie przysporzyła mu problemów. Zaś ona od początku wie, jakie brzemię na niej ciąży. Doskonale rozumie, że jest przeznaczona domonom. Czy poddadzą się im? Czy pozwolą aby rządzą i pragnienie zniszczyły całe ich życie? Jak wybrną z sytuacji, która przekreśli ich dotychczasowe plany?
Mam nadzieję, że za dużo wam nie powiedziałam, choć to jest zalążek tego co znajduje się w książce. Całość była przyjemna, choć nie powalająca. Akcja troszkę nam się przeciąga, rozwleka, przez co koniec wbija w fotel i w zasadzie to ten koniec sprawił, że chciałam więcej. Poważnie, ona kończy się tak, że miałam ochotę rzucić nią. Akcja zaczęła nabierać rozpędu... a tam koniec. Nosz cholera jasna. Za plus można uznać, że w trakcie rozwiązało się parę zagadek, które gdzieś tam mi ciążyły, tłumaczenie jest bardzo dobre i niewiele odbiega od oryginału (pokusiłam się o zerknięcie). Z minusów, cóż... tytuły to ogromny spoiler, więc ja już bardziej zaspoilerować nie mogłam. Kolejny minus to rozciągłość, ciężko było mi się wgryźć, jednak jak już ruszyło... oparłam się na końcu. 
Podsumowując, "Krew Zeusa" wbrew krążącym opiniom nie jest wcale taką tragiczną pozycją, mogłabym przytoczyć dziesiątki o wiele gorszych... Na pewno będę czekać na kolejny tom bo autorzy zostawiają nas w totalnym zawieszeniu, a ja bardzo chciałabym wiedzieć co z tego dymu wyjdzie! 
⭐⭐+/5 

"Kasta"

"Kasta"

Bookmorning Moliki! Bardzo długo biłam się z myślami, co dokładnie napisać w tej recenzji. Jak sami wiecie pisanie negatywnych recenzji nie jest łatwe, zawsze się biję ze sobą bo może jakiś plus był... I o tym dowiedziecie się, z dzisiejszej recenzji!
Kasta... Książka, która swoimi fragmentami mnie zaintrygowała, w całości niestety, ale niezadowoliła. Nie będę wam rzucać spoilerami, bo jak dla mnie, osoby która czytała książki Amo Jones, cóż... nie ma tam nic co by was zaskoczyło. Przykre, ale prawdziwe.
Zacznijmy od głównej bohaterki, która była całkowitym pomieszaniem z poplątaniem. Jej zachowanie przyprawiało mnie o ból głowy... "Zostaw mnie! Odpi... się!" To jej ulubione zwroty. Już nawet przełknęła bym fakt, że ona najnormalniej przez całą książkę była cichociemna, gdyby nie dziecinne zachowanie. Ostatecznie nijak ono nie pasowało do erotyku. Jakby nie patrzeć, przecież w piaskownicy nikt się dildo nie bawi, a tu miałam wrażenie, że zaraz okaże się, iż główna bohaterka siedzi właśnie tam. 
Nasza "Kasta" elita... To dość mocno naciągnięta "inspiracja" od Amo. Mamy strukturę, mamy knucie, mamy seks, oczywiście nasza elita rządzi i trzęsie całym światem. Wszystko wrzucamy do garnka i bum mamy "Kastę" przeplecioną "Królami".
Podsumowując, nie wiem dokładnie, która z autorek pisała jaki rozdział, ale te z perspektywy męskiej były o niebo lepsze. Nie było to miodowe, jednak jest widoczna różnica. Druga część, lekko drewniana, pretensjonalna chwilami i niestety bez wyrazu. Z bólem serca, muszę przyznać, że ta pozycja ogromnie mnie zawiodła. Autorkom życzę aby ciężka praca przynosiła efekty i żebyśmy mogli sięgnąć po kolejną ich książkę, w lepszym wydaniu. 
⭐/5
"Teraz i na zawsze" Kiedy Kyle poznał Marley ❤️

"Teraz i na zawsze" Kiedy Kyle poznał Marley ❤️

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! Przybywam do was dziś z recenzją jednej z tych książek, które są totalnym must read! Ja wiem, mówię tak o wielu książkach bynajmniej z wydawnictwa Media Rodzina, ale tak jest. Kto jej nie przeczyta, w życiu kaca książkowego nie miał... Już pędzę wam tłumaczyć dlaczego!
Kyle i Kim, tworzą idealnie obrazkową parę Ameryki. On futbolista, ona cheerleaderka, oboje na ostatnim roku liceum, z masą wspólnych planów na przyszłość. Jednak jedna tragiczna w skutkach kłótnia, kończy ten sielankowy obrazek. Kyle zdruzgotany prawdą, którą wyznała mu przed śmiercią ukochaną, musi nauczyć się żyć dalej... Musi podźwignąć się po stracie, i zawalczyć o to by być lepszym człowiekiem, aby tym razem nie być samolubnym i zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby egoistą. Na swojej drodze do celu, spotyka piękną choć nieśmiałą Marley. To ona każdego dnia udowadnia mu, że może się zmienić. Pielęgnując ich przyjaźń, oboje zatracają tą delikatną granice i rozwijają fundament pięknej miłości... Marley jest idealnie dopasowana do Kyle'a, uzupełniają się jak puzzle. Skutki wypadku doskwierają bohaterowi, ale z nią u boku wie, że przetrwa wszystko... Co mogło pójść nie tak, wobec tego? Czy Kyle i Marley mają szansę aby być razem? Ile prawdy w życiu młodego mężczyzny jest fikcją?
Podoba wam się opis? Zaraz powiecie "ej spoilery!", no właśnie nie! To co wam powiedziałam, jest namiastką historii, która obezwładniła mnie od środka. Moja miłość do bajarki Marley jest niezmierzona, a szacunek do Kyle'a ogromny. Autorzy ponownie dają nam historię, tak realistyczną, piękna i wzruszająca, że miałam ochotę krzyczeć momentami. Ból głównych bohaterów, był moim bólem. Opisy wciągały, i nie były rozlane czy wymuszone, każdy był celowym zabiegiem, i w żaden sposób nie zniechęcał do dalszego czytania. Humor choć drobny, towarzyszy bohaterom i jest miłą odmianą po stronach pełnych smutku. To co przeżyłam czytając tą pozycję, było nie do opisania... A warsztat autorski jest wyśmienity!
Podsumowując, "teraz i na zawsze" to kolejny must read, na mojej liście bookstagramowej. Książka, którą mogę wam polecić z czystym sumieniem i być pewną, że się nie zawiedziecie. Gratulacje dla zespołu wydawniczego oraz autorów! ❤️
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Grzeszne strony namiętności"

"Grzeszne strony namiętności"


Dzień dobry moi drodzy, dziś będzie krótko, szybko, zwięźle. W moje dłonie trafiła antologia, mamy tu sześć autorek. Sześć, z czego jedynie jednej udało się mnie zachwycić...
Zacznę od plusów, pani Katarzyna Rzepecka uratowała ogólny odbiór książki, poważnie. Jej opowiadanie było warte, tych stron przez, które musiałam przebrnąć. Miałam ochotę wrzucić jedynkę, bo przykro mi ale całość nie robi dobrego wrażenia. Znajdziemy w każdym opowiadaniu jakieś błędy, błędziki, w niektórych sztywne opisy, w innych powtórzeń masę. Za to u pani Rzepeckiej opowiadanie miało sens, świetną konstrukcję, zero błędów, emocje... Czytało się bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że było prawie na końcu, więc już byłam totalnie wymęczona poprzednimi opowiadaniami. 
Minusów była masa... Co i rusz miałam wrażenie, że gdzieś to czytałam. Przy każdym musiałam zatrzymać się i pomyśleć, poszukać bo coś mi nie pasowało. Ogólnie podkreślam, iż czytałam ją ponad tydzień. Rozumiecie to? Jeżeli tam była korekta.. cóż uznajcie, że jej nie ma! Przeszłam przez książkę właśnie do Pani Rzepeckiej i już miałam ochotę napisać, poddaje się. A tu zonk! Opowiadanie z samego końca praktycznie, okazało się lepsze niż reszta. Nie wspomnę o ostatnim, bo już modliłam się o szybki koniec...
Podsumowując, polecam zerknąć sobie choćby dla samej Pani Kasi, co do oceny postanowiłam jej nie wystawiać. Nie chcę nic naciągać jednym i ujmować innym. Sama zaś, na pewno sięgnę po książkę tej autorki, żeby przekonać się czy również zaskoczy mnie tak miło jak tutaj. 
Psychologiczno-erotyczna uczta od Joanny Balickiej

Psychologiczno-erotyczna uczta od Joanny Balickiej

Dzień dobry Moliki, dziś będzie wyjątkowo bez wstępu. Na starcie przejdziemy do rzeczy! Przedstawiam wam, mój cudowny patronat, który swoją premierę będzie miał 14.04. dlatego warto już wrzucać w koszyczki 😎. Chciałabym podziękować autorce za zaufanie i możliwość poznania tej historii wcześniej. Patronowanie takim książkom to czysta przyjemność. 
"Mr. Addicted" to kontynuacja poprzedniego tomu mianowicie "Miss Independent", pytacie często czy można przeczytać drugi tom bez znajomości pierwszego? Otóż nie. Moi drodzy czytelnicy, stanowcze nie! Wiele wątków jest przypominane, ale tylko powieszchownie więc bez znajomości pierwszego, utoniecie we własnych pytaniach. 
Po wypadku, na skutek którego Sophia Cole częściowo traci pamięć, opuszcza kraj wraz ze swoim chłopakiem, Lukiem. Zaczyna układać sobie życie na nowo, dom, praca, dziecko, Luke. 
Bryson trafia ponownie w czeluścia ciemności, wie doskonale, że to on był główną przyczyną wypadku. Jednak nim zdąży się otrząsnąć, kobieta znika, i nikt nie jest w stanie jej namierzyć. Znika też jego możliwość, na bycie ojcem.
Oboje dziwnym zrządzeniem losu są wepchnięci w wywiad, który nie tylko niszczy Sophie rodzinny wyjazd, ale też rozpoczyna serię katastrofalnych w skutkach wydarzeń. Zazdrość Luke'a ma swoje granice, niestety te właśnie zostały przekroczone...
W drugim tomie spotykamy się na nowo z bohaterami, witamy też nowych, co wyszło całkowicie na plus. Jednak jeżeli myślicie, że znacie ich na wylot... cóż jesteście w błędzie. Autorka pokazuje nam wyśmienity portret psychologiczny Brysona, czym kupiła moje serce. Mamy doczynienie tu niby z tym samym bohaterem, a jednak z zupełnie innym. Sophia staje się matką, ale także kobietą, która wie czego chcę. Z przerażonej dziewczyny, mamy kobietę walcząca o swoich bliskich, chroniąca ich i twardo wyznaczającą reguły. Mamy możliwość przyjrzenia się obojgu dokładniej, bo moi drodzy tym razem książka jest naładowana emocjami!
Warsztat, który dostajemy od autorki w tym tomie, jest wyśmienity. Pomiędzy oboma tomami jest ogromna różnica w stylu, operowaniu językiem czy opisami. Progress jest ogromny! Widać, że Asia przyłożyła się do pracy, zebraną krytykę wzięła do worka i ciężko pracowała nad tym, co zostało jej pokazane. Najlepszym dowodem na to są opisy, które w tej chwili są przepełnione emocjami, napięciem uczuciami... niejednokrotnie płakałam czytając tą książkę, śmiałam się, czułam złość razem z Sophią i przeżywałam wewnętrzną walkę razem z Brysonem. Nie ukrywam, sceny erotyczne wzbiły się również na wyżyny, które ciężko będzie pobić komukolwiek. Każdy fragment książki, świadczy o tym jak dużo włożono w nią pracy. Dodatkowo nie obejdzie się bez tajemnic, intryg i śmiechu.
Podsumowując, mamy progress, historię która wciąga, autorkę która słucha, i bohaterów wykreowanych na bardzo wysokim poziomie. Nie pozostaje mi nic innego jak skłonić się w pas, pogratulować i ogromnie podziękować, że mogłam towarzyszyć w drodze do wydania tej książki. Asia, jestem z Ciebie dumna, gratuluję i mam nadzieję, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy, bo kto jak nie ty. ❤️
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Zapomniałem dodać"

"Zapomniałem dodać"

Dzień dobry Moliki, trochę ostatno spokojnie, i nie martwcie się zapewne na razie tak będzie. Dziś przychodzę do was z recenzją książki, którą otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WasPos. Ta pozycja była całkowicie czymś innym, odmiennym i zaskakującym. 
W książce poznajemy Leo, który prowadzi dość chulaszczy tryb życia. A jego wiara w Boga jest ograniczona do niezbędnego minimum, w przeciwieństwie do partnerki z pracy, która wszystko zostawia w rękach stwórcy. Najbliższe otoczenie głównego bohatera trapią troski o jego zdrowie, zaś on sam umiejętnie unika jakichkolwiek wizyt lekarskich. Co okazuje się potwornym błędem...
Leo w wyniku splotu dziwnych zdarzeń, zyskuje korespondencyjną przyjaciółkę Penelope, zafascynowany jej osobą, nic nie jest w stanie odwieść go od pomysłu spotkania z nią. Tylko czy będzie on przygotowany na to co zastanie na miejscu? Czy wiara w cuda wystarczy, żeby uleczyć wszystko nawet ciało i duszę? Najważniejsze, czy przyjaźń wystarczy nam, aby stworzyć piękną miłość?
Powiem wam, że jestem bardzo zaskoczona tą książką. Oczekiwałam gorącego romansu, wprost z fabryki marzeń... a dostałam coś więcej. Miłość, przyjaźń, wiarę, wybaczenie. To wszystko znajdziecie w tej książce. Oceniam ją jako pozytywną lekturę, i naprawdę miło spędzony czas. Porusza ona w zawiły sposób, i bardzo współczesny, problem wiary. Widać, że sama autorka przywiązuje dużą uwagę do niej, co bezpośrednio przełożyło się na książkę. Jednak w żaden sposób nie zepsuło mi zabawy, czy przeszkadzało. Opisy, dialogi, przyjemne, lekkie i zabawne piór całkowicie mnie kupiło. Chociaż nie należę do osób jakoś szczególnie wierzących, tu przyznaje w naprawdę bardzo fajny sposób, wszystko jest zobrazowane.
Gratulację dla autorki i całego zespołu wydawniczego, wykonaliście kawał dobrej roboty. Mam nadzieję ujrzeć kolejne książki od autorki, bo styl jest naprawdę bardzo dobry!
⭐⭐⭐⭐/5
"Wróć do mnie" pierwszy tom historii braci Arrowood

"Wróć do mnie" pierwszy tom historii braci Arrowood

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! Dziś przyszła pora na romans. Jak wam mija niedziela? Dziś pierwszy dzień wiosny oraz światowy dzień osób z zespołem downa. My co roku świętujemy obie te okazję, małe mogą ubrać się jak chcą, w każdy kolor jaki sobie zażyczą i oczywiście różne skarpetki! Zawsze wychodzi im to komicznie, ale grunt że wszyscy wiedzą po co ❤️. Dlatego zaszalejcie dziś! Załóżcie kolorowe skarpetki, kolorowe ciuchy i pokażcie, że wspieracie, szanujecie i akceptujecie osoby z zespołem downa ❤️. 
Jak już was umoralniłam to pora na recenzję książki, która mnie kupiła już od pierwszych stron. "Wróć do mnie" to pierwszy tom serii o braciach Arrowood, poznajemy na pierwszy rzut Connora, który jest honorowym i lojalnym człowiekiem. Wszyscy czterej bracia przeszli przez piekło, gdy ich matka zmarła po walce z rakiem, a ojciec z rozpaczy całkowicie się załamała, to właśnie na nich czterech podczas swoich alkoholickich ciągów wyżywał się, oraz używał siły. Arrwood'owie obiecali sobie, że już za żadne skarby nie wrócą na rodzinną farmę, nigdy nie pokochają, przenigdy nie spłodzą potomka... Connor jako najmłodszy, musiał spędzić najwięcej czasu z ojcem łajdakiem, jego uraza sięgała bardzo głęboko. Złamany i zagubiony, trafia na swojej drodze kobietę, która staje się jego wyśnionym aniołem...
Ellie po tragicznym wypadku rodziców, popełnia parę błędów w swoim życiu, które całkowicie zaważyły na tym, kim jest teraz. Jako ofiara przemocy domowej, gnębiona, bita i odcinana do granic możliwości od społeczeństwa, jedyne czego pragnie to uwolnić siebie i córkę z domowego piekła. Ona sama żyje nadzieją, że jej dziecko współdzieli geny nie z katem i oprawcą, a z człowiekiem, który dał jej zalążek nadzieji i zauroczenia. Los drwi sobie z niej, stawiając na drodze ponownie tajemniczego mężczyznę... jednak tym razem może nie obyć się bez ofiar, a jedyne czego pragnie Ellie, to chronić Hadley, co powoli staje się niemożliwe.
Historia tej dwójki to splot świetnej akcji, wprowadzenie również do kolejnego tomu, ale przede wszystkim genialnie pokazany problem przemocy domowej. Corrine Michaels skrupulatnie i bardzo dogłębnie opisuje nam umysł ofiary, jej tok rozumowania, poczucie winy. Książkę czyta się bardzo płynnie, szybko, gdyż nie mamy tam błędów logicznych czy stylistycznych, za co należy się ukłon w stronę zespołu wydawniczego. Styl samej autorki jest świetny, historia wciągająca i pomimo właśnie poruszanego problemu, ten happy end wyciska łzy i zmusza czytelnika do odliczania przed premierą kolejnego tomu! 
Podsumowując, jestem totalnie na tak, polecam z czystym sumieniem każdej fance romansów. Poznanie tej historii, to całkowicie dobrze spędzony czas. Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz i możliwość poznania losów tej dwójki, zagubionych ludzi. 
⭐⭐⭐⭐⭐/5
#PROJEKTPRAWDA

#PROJEKTPRAWDA

Dzień dobry Moliki,
Dziś przychodzę do was z przedpremierową recenzją "Projekt Prawda" autorstwa Dante Medema, która wyjdzie na nasz polski rynek  wprost od Media Rodzina, już 31.03 będzie miała swoją premierę. Jest to pierwsza książka Pani Medema u nas w Polsce, i jakby nie patrzeć w jakiś sposób to debiut. Trzeba przyznać, że bardzo udany. Co potwierdza polecajka mojego autorstwa, którą możecie znaleźć w środku. Dziękuję wydawnictwu za zaufanie, i tak świetną współpracę. ❤️
Moje pierwsze zderzenie z tą autorką można uznać jako odkrywcze, po pierwsze przez formę w jakiej jest wydana, po drugie w życiu nie podejrzewałabym, że książka młodzieżowa może być napisana w taki sposób, rozłoży mnie na czynniki pierwsze i podda tylu wątpliwościom odnośnie mnie samej. 
Cordelia to młoda dziewczyna, która kończy liceum, aby dostać się na studia wszyscy jej przyjaciele robią projekty, zaś ona jako uczennica, która dostała się wcześniej podchodzi do sprawy ambitnie choć z ukrytym motywem. Otóż Kochani, nasza bohaterka podejrzewa, że została adoptowana. Jej charakter nie przypomina żadnego z rodzicieli, wygląd też nie działa na korzyść podejrzliwego umysłu Cordeli, jedyne co łączy ją z siostrami to nos, który odziedziczyły po matce. Na domiar złego Kodiak, jej przyjaciel z dzieciństwa, którego skrycie kocha od lat okazuje się wręcz idealnym partnerem do jej projektu co zapoczątkowuje nieuchronną nić kłamstw... A kłamstwo jak oliwa, zawsze wypływa. Każda strona tej książki to namacalne emocje bohaterki, młodej poetki zresztą, która oślepiona złością i niemocą, upada. Po to by powstać wraz ze swoimi bliskimi, i docenić piękno swojego życia oraz ludzi uczestniczących w nim.
Prawda odkryta przez bohaterkę, pcha ją tylko w jeszcze większe problemy, bo jak być sobą skoro połowa ciebie przez całe życie była kłamstwem? Jak maskować oszustwa najbliższych, tak żeby nie stracić tego co mamy?
Książka w bardzo fajny sposób, odsłania przed nami problem konfliktu tożsamości, pokazuje emocje towarzyszące temu, jednocześnie ukazując jak ważne i kruche są relacje rodzinne. Autorka postawiła na niesamowity styl, za który pokochałam ją od pierwszych stron. Nie doszukacie się tam opisów kosmicznych ale znajdziecie coś zupełnie innego. Uczucia, zabawną choć bezpośrednią Sane, oraz siłę pierwszej miłości. Każda kartka była dla mnie zaskoczeniem, całkowicie innym i bardzo przyjemnym.
Ta książka to coś więcej niż kolejna młodzieżówka czy romans, to piękna wierszowana historia o odkrywaniu siebie, sile przyjaźni, stracie oraz docenianiu ludzi, którymi się otaczamy, szczególnie tych najbliższych. Czytając ją wzruszałam się, śmiałam i przy okazji poszukiwałam siebie. Tak właśnie działa ta książka, rozkłada nas na czynniki pierwsze żebyśmy poskładali się razem z Cordelią. "Projekt Prawda" to pozycja, która na pewno zainteresuje osoby w każdym wieku. Pozwoli nam przeżywać emocje tak surowe, które są na wyciągnięcie ręki wręcz. 
Jednymi słowy: gratulację. Autorka dokonała tego, czego innym się nie udało, doprowadziła mnie do punktu, w którym poskładałam się na nowo, doceniłam ponownie ludzi, których mam obok, i nauczyłam się patrzeć troszeczkę szerzej w kontekście relacji rodzinnych. Jeszcze raz ogromne gratulacje dla zespołu wydawniczego oraz autorki, a wy kochani łapcie swoje egzemplarze i poszukajcie z nami siebie...
⭐⭐⭐⭐⭐/5
"Zdradzona towarzyszka", prawdziwa uczta dla umysłu.

"Zdradzona towarzyszka", prawdziwa uczta dla umysłu.

Dzień dobry Moliki! Widzieliście tytuł postu? Mam dla was prawdziwą bombę! W tym roku sporo się dzieje, dlatego możliwość patronowania i kolejnego ryzyka, przeraziła mnie. Jakby nie patrzeć, patronując zostawiamy swoje logo, na czyjeś pracy i jeden nie trafiony patronat, a nasza ciężka praca idzie na marne. Przy książce Ingi Juszczak mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że to był dobry wybór! Szanuję autorów, którzy pracują nad swoimi umiejętnościami, i właśnie to dostałam. Zobaczyłam, że można, wystarczy chcieć. Już wam nie przynudzam, przejdźmy do recenzji.
W drugim tomie, startujemy z miejsca gdzie skończyliśmy przy jedynce. To oznacza, że autorka od razu wrzuca nas w akcję, rozterki bohaterów i ich decyzje doprowadzają czytelnika do łez. Ellie i Diego, to para wręcz stworzona dla siebie, ona barwny ptak, on impulsywny i zaborczy. Wprowadzenie Marii, po przeczytaniu tego tomu, nabrało dla mnie sensu, chociaż wciąż tej miotły nie lubię, a jej zaborczość, po czym szybkie wycofanie, dało mi mocno do myślenia... Jednak otworzyło to całkowicie intrygującą akcję i nowe możliwości, z czego jestem na prawdę zadowolona. Postać Nadii i Miugela, niezmiennie bawi mnie do łez, ta dwójka jest moim hitem! W tej części Inga stawia na pokazanie nam Diego, jako bardziej opanowanego, stanowczego mężczyznę, który jasno wie kogo pragnie, i z kim będzie dzielił życie. Ellie za to staję się bardziej stanowcza, ale wciąż jest uśmiechnięta i pozytywną kobietą, choć możemy zauważyć zmiany, które pozostały w niej, po wydarzeniach z pierwszego tomu. Mamy nowych bohaterów, Santiago i jego matka to para, która jest na moim celowniku. Mamy też świetnie rozbudowaną fabułę i wątki, które rozłożą na łopatki czytelnika. 
Przez całą książkę, byłam totalnie pochłonięta tym jaki postęp uczyniła autorka. Coś niesamowitego! Opisy nabrały charakteru, emocji, które rozwalają totalnie. Bohaterowie przez te drobne zmiany, stali się jeszcze bardziej namacalni, ich myśli, podejście, to zupełnie inny poziom. Na około trzystu stronach, mamy dużo akcji, która nie zlewa się, idealnie współpracuje i nie odpycha. Dodatkowo autorka świetnie rozłożyła wszystko, unikając przy tym błędów fabularnych czy logicznych. Śmiało można stwierdzić, że ta część jest o niebo lepsza! Przeczytałam ją ekspresowo, i wciąż mi mało...
Podsumowując, to był zaszczyt patronować przy tej książce, i z tak pracowitą oraz upartą autorką. Progress jest widoczny na każdej stronie, za co należą się ogromne brawa. Gratuluję Inga, wykonałaś kawał wyśmienitej roboty, jestem z Ciebie dumna❤️. Pamiętaj, rób to co robisz dalej, bo robisz to wyśmienicie 😘❤️
Perfumowa Lafirynda w świecie "Żelaznych zasad"

Perfumowa Lafirynda w świecie "Żelaznych zasad"

Dzień dobry Moliki! Wiosna za rogiem, wszystko budzi się do życia, książki aż płoną w rękach żeby je czytać. A dziś was zaskoczę pozycją od wydawnictwa NieZwykłe, i niestety ponownie zawiodłam się okropnie, okładka jest cudowna, jednak środek... pozostawia wiele do życzenia. 
Historia Malii i Enzo jest skomplikowana, a sam fakt, że nie umiem wam dobrze opisać bohaterów, już o czymś świadczy. Tu szczerze chyba zawiodłam się najbardziej, ale zacznę od początku. 
Poznajemy Malie, kiedy już jest na swojej "mafijnej emeryturze", chociaż ona na jednej stronie jest, a na innej już nie, więc ciężko mi było to ustalić od początku. Nasza bohaterka przeżywa spory konflikt osobowości, raz się sama wychwala ponad szczyty, innym razem twierdzi, że jej umiejętności są mocno naciągane przez otoczenie. Ponad to, już na samym początku startuje z czystą kartą, i nie musi nikogo słuchać... ale parę stron dalej twierdzi, że musi słuchać rodziny. Czułam się jakbym czytała jakiś zakręcony piątek, czy jakoś tak. Autorka mocno gubiła się w fabule i wątkach. Najlepszy przykład to wizyta u kosmetyczki z pierwszych stron, która okazała się wizytą w restauracji bo Malia rozwaliła kuchnię, używając nieodpowiednich garnków 🤦🏼‍♀️... Czułam się zażenowana, nie pomógł nawet suchy żart "Perfumowa dziwka", po prostu taki start, zrujnował mi książkę do końca... Ciągle powtarzane "żelazna", "żelazna zabójczyni" czy te określenie "żyletka", "żyletko", no nie. Przykro mi, nie.
Enzo miał być silnym bossem, i może gdzieś tam rzeczywiście jest, ale znowu... Zniszczyło mi jego postać ciągłe rozważanie przez ponad pół książki, czy ją kocha, czy może nie. To co autorka zawarła nam w większej części, mogła zmieścić na maksymalnie sześciu stronach! Nie wiem co poszło nie tak, jednak nim mogłam się wkręcić w historię, poznać Enza, mój entuzjazm umarł śmiercią naturalną. 
Nawet nie wiem, czy mam pisać podsumowanie... Czy po prostu pokazać, co jeszcze poszło nie tak. Błędy logiczne, fabularne, stylistyczne, to wszystko powoli mnie zniechęciło, styl autorki też nie jest wybitny (ma na swoim koncie cztery wydane książki). Gdzieś tam praca nad warsztatem została zapomniana, i stoimy w tym samym punkcie. 
Ciężko mi to pisać, jednak pomimo ogromnych oczekiwań, muszę stwierdzić, że historia może i ma potencjał, ale ja go jakoś nie wyciągnęłam z tej książki. Cieszę się tylko, że autorka nie rozciągnęła tego na ponad 300 stron, bo to by już przerosło chyba moją cierpliwość. Pozostało mi życzyć autorce wszystkiego co najlepsze i mieć nadzieję, że jej kolejne książki  będą lepsze od poprzedniczek. Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz i możliwość zapoznania się z tą historią, a wam drodzy czytelnicy polecam przeczytanie, i ocenienie czy jest ona w waszym guście.
⭐/5
Nie bój się umarłych, tylko żywych...

Nie bój się umarłych, tylko żywych...

Dzień dobry czytelniskowe Moliki! 
Dziś moi drodzy przychodzę do was z przedpremierową recenzją książki, którą przeczytałam kawałek czasu temu, a dzięki wydawnictwu Media Rodzina miałam ogromną przyjemność poznać ją, i dla was zrecenzować. "Piętno Katriny" to książka na pograniczu fikcji oraz faktów, muszę przyznać, że jest też jedną z nielicznych, po które chętnie sięgnę ponownie!
Amy to młoda Polka, z dużymi planami na przyszłość. W jej życiu nie ma plagi przyjaciół czy mężczyzn, jednak ona czuje się szczęśliwa z tymi osobami, które ją otaczają. Do czasu, aż musi dokonać wyboru, który zaważy na jej dalszych losach.
Rebeka jako matka dwójki dzieci, w tym nastolatka, oraz wzięty psychoterapeuta, nie dostrzega tego co dzieje się pod jej dachem. Wiele sygnałów ze strony starszego syna, ignoruje, przez co resztę życia musi spędzić z wieloma pytaniami. Mąż, który o nich dba, przecież w życiu nie mógłby, zniszczyć jej życia?
Hubert przykładny mąż, opiekuńczy ojciec, stwarza wokół siebie otoczkę osoby opanowanej, spokojnej i uprzejmej. Słowo klucz, stwarza. Jest on osobą, która posiada wiele twarzy, i nie każda się wam spodoba.
Narco Valley to mieścina, która jako jedna z wielu nie zdążyła się ewakuować, podczas huraganu Katrina. W 2005 roku, miasteczko zostało totalnie zniszczone, powódź pochłonęła ogromną jego część. W książce mamy z dokładną precyzją opisany stan miasta, jaki zastały służby ratunkowe. Byłam wstrząśnięta tak realistycznymi opisami, parokrotnie odkładałam czytnik żeby złapać oddech, uspokoić myśli. Właściwym stwierdzeniem tu będzie, że nie należy bać się zmarłych, tylko żywych. 
Ciężko jest mi wam pisać o tym, tak żeby nic nie spoilerować bo książka jest pełna wątków, które idealnie ze sobą współpracują, uzupełniają się, ale też nie przytłaczają czytelnika. Jednymi słowy, sypne wam wątkiem i sprzedam coś ważnego! A tego wam nie zrobię. Całość ma nutkę grozy, psychologicznej gry, jak i zjawisk paranormalnych, za co kocham autorkę! W końcu znalazłam książkę, która obudzi we mnie niepokój, ale nie przerazi na tyle, że będę bała się zasnąć. Stworzenie profilu psychologicznego bohaterów to miód na moje psycho serce! ❤️
Styl i warsztat autorki to wisienka na torcie, przez książkę się płynie wręcz. Wydawca również zadbał o każdy detal, więc chylę czoła, nie znajdziecie tam smaczków interpunkcyjnych, stylistycznych czy ortograficznych. Co jest ogromną rzadkością ostatnimi czasy...
Podsumowując, Agnieszko masz moje serce, dysponuj ostrożnie, bo ono czeka na kolejną twoją książkę. Gratulację dla Ciebie i całego zespołu oraz życzę dalszych sukcesów, tak świetnych powieści a nawet jeszcze lepszych!
Patrzcie, pierwsze 5/5 w tym roku, jestem dumna, że może ono powędrować do takiego wydawcy i autora.
⭐⭐⭐⭐⭐/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Czytelnisko , Blogger